piątek, 27 września 2013

Wyrok z dnia 12 lipca 2013 r. (sygn. akt I C 504/12) Doniu ca. Dolczewski

Poniżej znajduje się obszerny fragment  uzasadnienia wyroku Sądu Okręgowego Warszawa-Praga z dnia 12 lipca 2013 r. (sygn. akt I C 504/12). Wersja skrócona z komentarzem znajduje się tutaj.

Powód wniósł [m. in.] o zobowiązanie strony pozwanej do opublikowania oświadczenia o ww. treści w internetowym wydaniu dziennika „,Gazeta Wyborcza", na głównej stronie serwisu w formacie 350 pixeli na 250 pixeli, czarną czcionką Times New Roman o rozmiarze 12 pkt., w terminie 3 dni od dnia uprawomocnienia się wyroku i utrzymywanie tego oświadczenia na, głównej stronic wskazanego serwisu internetowego przez kolejne 14 dni, a następnie umieszczenie tego oświadczenia w internetowym archiwum serwisu ww.gazeta.pl.

Nadto, inicjator postępowania zażądał zobowiązania D. D. D. do opublikowania powyższego oświadczenia na profilu pozwanego na portalu społecznościowym Facebook oraz na stronie internetowej http://www.facebook.com/(...) znajdującej się na portalu społecznościowym Facebook której właścicielem jest pozwany.

(...)

Uzasadniając swoje stanowisko D. D. wskazał, że we wrześniu 201 Ir, bez jego wiedzy i zgody, ktoś ze sztabu wyborczego zamieścił na jego prywatnym koncie na profilu Facebook odesłanie do odnalezionego w sieci utworu pt. „Celebryci z PiS - prawdziwe twarze - spot wyborczy / Gwiazdy reklamy i show”. Pozwany oświadczył przy tym, iż nie był on autorem tego teledysku, jak również nie wie, kto ów film zmontował. Strona pozwana stanęła na stanowisku, że na jej profilu nie został umieszczony spot, a jedynie odnośnik do niego na stronie www.youtube.com i każde wyświetlenie go przez osoby trzecie było niezależne od woli i działania właściciela prywatnego profilu. Pozwany utrzymywał przy tym, że nie był świadomy, aby ww. utwór został wykonany z naruszeniem praw autorskich innych osób, w tym, powoda, zaś gdy powziął wiedzę w tym przedmiocie, usunął link do klipu ze swego profilu. D. D. twierdził również, iż stosowanie odesłań do innych stron internetowych, tzw. linków, nie stanowi naruszenia prawa autorskiego.

Każdy użytkownik sieci www, po wejściu na profil D. D. mógł zapoznać się z treścią tego teledysku - za pośrednictwem tzw. głębokiego linkowania - po naciśnięciu ikony „Play" filmik był odtwarzany na profilu pozwanego, bez konieczności przechodzenia na stronę www.youtube.com.

(...)

Wideoklip powstał bez wiedzy i zgody członków zespołu A. Do jego produkcji wykorzystano fragment teledysku do piosenki w sferze fonicznej. Materiał o charakterze audiowizualnym przedstawiał młode kandydatki do Sejmu RP z ramienia ugrupowania Prawo i Sprawiedliwość (tzw. „Aniołki PiS”), startujące z list tejże partii a zaprezentowane przy akompaniamencie fragmentu utworu pt. „(…)” - w tle rozbrzmiewał refren tej piosenki w słowach: „(…)”.

Klip, rozpoznany przez potencjalnych odbiorców, w tym media, jako element kampanii wyborczej, mający na celu zdyskredytować rywalizujące z Platformą Obywatelską ugrupowanie (PiS), spotkał się z negatywnym odbiorem. Powszechnie uważano, iż jest on obraźliwy dla zaprezentowanych w nim kobiet – młodych kandydatek z listy Prawa i Sprawiedliwości. Zestawienie ich wizerunku i fragmentem piosenki budziło jednoznacznie pejoratywne skojarzenia, co często podkreślano w środkach masowego przekazu. D. D., którego bezpośrednio wiązano ze zmodyfikowanym teledyskiem przestał być w konsekwencji anonimowym, nieznanym szerszemu gronu, liderem młodzieżówki PO. Jego postać, wyniesiona falą powszechnego skandalu, komentowanego szeroko w massmediach, przez krótki okres, była jedną z najczęściej adresowanych w radiu, telewizji, prasie i sieci www. Pozwany, atakowany w mediach, głównie przez partię opozycyjną i jej zwolenników, nie odniósł jednak sukcesu w wyborach i nie zdobył wymaganej liczby głosów, gwarantujących mandat posła.

Pod wpływem negatywnego, medialnego i społecznego odbioru sporu umieszczonego na profilu D. D. usunięto link do klipu.

D. D. wskutek ww. wydarzeń, umieścił nadto na swym profilu oświadczenie, w którym oznajmił, iż został wychowany w duchu szacunku względem kobiet oraz zagwarantował, że podobne zdarzenie nie będzie miało nigdy miejsca. Kandydat Platformy Obywatelskiej oświadczył, że osoba ze sztabu wyborczego, odpowiedzialna za wpis na portalu Facebook, została odsunięta od obowiązków.

D. G. na łamach profilu na portalu Facebook oznajmił, iż zarówno on, jak i zespół A. nie wyrazili zgody na wykorzystanie przez D. D. utworu pt. „…”. (…) Powód, zwłaszcza w ciągu pierwszych sześciu miesięcy po udostępnieniu na profilu pozwanego linka do klipu, spotykał się z inwektywami ze strony osób, niezadowolonych z wykorzystania oryginalnego utworu „…” do kampanii wyborczej Platformy Obywatelskiej lub ugrupowania politycznego w ogóle.

(...)

W czasie kampanii wyborczej do Sejmu RP w 2011 r. w okręgu warszawskim, osoba kandydująca do niższej izby parlamentu a ubiegająca się a zgodę właściciela praw autorskich do popularnego utworu słownomuzycznego na cele z tą kampanią związane, musiałaby uiścić kwotę 10.000 zł.

Sąd nie dal wiary D. D. w zakresie, w jakim twierdził on, iż profil, na którym umieszczono sporną treść był profilem prywatnym. (…) Nadto, zeznania D. D. należało w opinii Sądu, oceniać ze szczególną dozą ostrożności, a to z uwagi na fakt, iż pozwany, wkrótce po wybuchu skandalu z udziałem jego osoby, oświadczył, że członek sztabu wyborczego, odpowiedzialny za wklejenie linku na profilu został odsunięty od wykonywanych zadań, zaś w ramach niniejszego postępowania konsekwentnie zeznawał, że nie wie, kto ów film umieścił. Nie powinno budzić jakichkolwiek wątpliwości, że jedno z ww. oświadczeń nie jest zgodne z prawdą i wygłoszono je intencjonalnie. Nie miało przy tym znaczenia, czy adresatem nieprawdziwej wypowiedzi byli potencjalni wyborcy, czy Sąd orzekający w sprawie.

Sąd uznał, iż roszczenia objęte pozwem D. G., co do zasady, znajduje swe źródło w treści art. 78 ust. 1 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych. W myśl tego przepisu, twórca, którego autorskie prawa osobiste zostały zagrożone cudzym działaniem, może żądać zaniechania tego działania. W razie dokonanego naruszenia może także żądać‚ aby osoba, która dopuściła się naruszenia, dopełnia czynności potrzebnych do usunięcia jego skutków, W szczególności, aby złożyła publiczne oświadczenie o odpowiedniej treści i formie. Jeżeli naruszenie było zawinione, sąd może przyznać twórcy odpowiednią sumę pieniężną tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę lub - na żądanie twórcy zobowiązać sprawcę, aby uiścił odpowiednią sumę pieniężną na wskazany przez twórcę cel społeczny.

Zarówno pozwany, jak i autor wyborczego spotu, a także osoba, która ów klip uieściła w sieci www za pośrednictwem serwisu You Tube nie uzyskali zgody D. G. ani pozostałych członków A. na wykorzystanie ich piosenki lub teledysku do tegoż utworu (niesporne), w celach wyborczych  lub jakichkolwiek innych.
Zachowanie D. D. w dniu 21 września 2011r. było zatem czynem zabronionym w rozumieniu art. 415 kc. Poprzez brak zachowania należytej staranności i nieprzestrzeganie regulaminu usługodawcy, strona pozwana rozpowszechniła fragment utworu „…”, naruszając tym samym prawa autorskie D. G.
Działanie to, niezależnie od tego, czy było nacechowane umyślnością, czy też jej brakiem, było zawinione i spowodowało szkodę po stronie powodowej. Istnienie związku pomiędzy tymi dwoma elementami nie budzi jakichkolwiek wątpliwości.

Nie bez znaczenia, dla oceny zawinienia pozwanego, jest to, iż w chwili zakładania konta na portalu Facebook, D. D. musiał zaakceptować regulamin tej witryny (dostępny dla każdego na stronie www.facebook.com) i zawrzeć umowę z dostawcą usługi - właścicielem portalu. To, czy pozwany faktycznie zapoznał się wówczas z treścią obowiązującego na stronie Facebook. com regulaminu, czy nie, nie ma jakiegokolwiek znaczenia, choć należy uznać, że każdy racjonalnie myślący uczestnik obrotu czyta postanowienia umowy, którą zamierza zawrzeć. Innymi słowy, każdy aktywny (posiadający w żądanym czasie możliwość korzystania z profilu) użytkownik Facebook musi być traktowany, jako osoba, która zna i akceptuje ów regulamin.

Zgodnie z pkt. 2. Regulaminu każdy użytkownik jest właścicielem wszystkich treści i informacji publikowanych przez siebie w serwisie Facebook i może określać sposób udostępniania ich poprzez ustawienia prywatności oraz ustawienia aplikacji. Nadto, w myśl art. 3 ust. 10 Regulaminu zabronione jest wykorzystywanie serwisu Facebook do celów niezgodnych z prawem, wprowadzających w błąd, złośliwych lub dyskryminacyjnych, a przede wszystkim, zabronione jest udostępnianie swojego hasła (lub poufnego klucza w przypadku twórców aplikacji), zezwalanie innym na uzyskanie dostępu do własnego konta oraz wykonywanie innych czynności, które mogą spowodować spadek poziomu bezpieczeństwa konta, jak również zabronione jest przekazywanie swojego konta (a także administrowanej przez siebie strony lub aplikacji) innej osobie bez wcześniejszego uzyskania naszego zezwolenia w formie pisemnej (art. 4 ust. 8 i 9 Regulaminu).

D. D. swym zachowaniem nie tylko uchybił ww. regułom, ale doprowadził do naruszenia także zasad bezpieczeństwa Facebook - „Standardów Społeczeństwa Facebooka", stanowiących część regulaminu i wymagających, aby przed opublikowaniem treści na Facebook użytkownik upewnił się, że posiada do tego prawo. Usługodawca prosi o respektowanie praw autorskich.

Warto zaznaczyć, iż zgodnie z treścią art. 2 ust. 4 Regulaminu Facebook, gdy użytkownik publikuje treści lub informacje, korzystając z ustawienia „Publiczne", zezwala on wszystkim, w tym osobom niebędącym użytkownikami Facebooka, na uzyskiwanie dostępu i wykorzystywanie informacji, a także wiązanie ich z użytkownikiem (tj. jego imieniem i nazwiskiem oraz zdęciem profilowym).

Sąd nie podzielił także poglądu reprezentowanego przez D. D. podług którego to udostępnianie linków do materiałów naruszających prawa autorskie, samo w sobie, nie jest naruszeniem, tychże. A contrario, prowadzenie profilu, zwłaszcza na tak popularnej stronie www, i umieszczanie na niej odnośników, stanowi o istocie rozpowszechniania treści pod nimi dostępnych. (…) Niezależnie od tego, czy spot zmontował i umieścił w sieci pozwany, czy też osoba trzecia, przez to, że D. D. umożliwił niepowołanej osobie wklejenie linku na swój profil, upowszechnił ów spot.

Zatem, należało uznać, iż po stronie D. D. doszło do działania, którym naruszył on osobiste prawa autorskie, przysługujące powodowi. Wszak wskutek zaniedbania albo celowego działania (którego nie sposób w ustalonym stanie faktycznym jednak przypisać) pozwanego doszło do wysoce skutecznego rozpowszechnienia niezgodnej z prawem autorskim treści. (…) Co więcej, z uwagi na treść rzeczonego klipu i atmosferę skandalu, generowanej skutecznie przez media, film, lub choćby informacje o jego zawartości dotarły także do osób niekorzystających z komputerów lub sieci www. Bez wątpienia, gdyby nie niedbałość D. D., sprawy nie przybrałyby takiego obrotu.

(...)

Poza sporem pozostaje jednak, iż pozwany skorzystał z naruszenia praw autorskich powoda w znaczeniu takim, że z osoby znanej tylko określonemu kręgowi zaangażowanych politycznie i społecznie osób (nieznanej w powszechnym rozumieniu) stał się postacią rozpoznawalną. To, że łączono go z obcesowym i przedmiotowym traktowaniem kobiet nie wyłącza ewidentnych korzyści, jakie w czasie wyborów niesie nagły i znaczny wzrost popularności, choćby tej o negatywnym oddźwięku. Niezależnie od tego jednak, nie sposób przypisać pozwanemu przesłanki świadomości korzystania ze szkody. Geneza rozgłosu dokonała się poza wiedzą pozwanego, a w każdym razie nie przedstawiono dowodów, które pozwalałyby na biegunowo odmienne ustalenia.

(...)

Sąd jest zdania, że sformułowanie „ogłoszenie w prasie”, zwłaszcza w kontekście rozwoju techniki i stale powiększającej się liczby nośników informacji, należy traktować możliwie szeroko. Zatem, strona w oparciu o art. 79 ust. 1 pkt 3b uopa może również żądać opublikowania stosownego oświadczenia w sieci www.

W uznaniu Sądu, słusznym będzie nakazanie pozwanemu opublikowania oświadczenia jedynie na profilu pozwanego, prowadzonym przez serwis społęcznościowy Facebook. Publikacja ta nie może przy tym pozostawiać wątpliwości co do osoby, która umieści ją na swojej stronie (profilu) dostępnym po wpisaniu stosownej ścieżki dostępu w oknie przeglądarki internetowej, a także co do przyczyn jej publikacji.
Niespornym było przy tym, że na chwilę obecną strona http://www.facebook.com/(...) nie istnieje (została usunięta). Nie stoi to jednak na przeszkodzie, aby oświadczenie D. D. w przedmiocie przeprosin D. G. zostało opublikowane na www.Facebook.com.

0 komentarze:

Prześlij komentarz