niedziela, 2 listopada 2014

Ochrona dóbr osobistych a fikcyjna postać w utworze fabularnym

Kilka miesięcy temu Sąd Okręgowy w Warszawie nakazał reżyserowi Andrzejowi Żuławskiemu oraz wydawnictwu Krytyki Politycznej przeproszenie aktorki Weroniki Rosati i wypłatę jej zadośćuczynienia w niemałej kwocie 100.000 zł za naruszenie jej dóbr osobistych poprzez przypisanie jednej z postaci książkowych, Esterce, cech pozwalających utożsamiać ją z aktorką.

Ponieważ sprawa dotyczyła osób powszechnie znanych i medialnych, nie dziwne że media ochoczo informowały o pikantnych szczegółach książki, przytaczając jej fragmenty, jak i późniejszym wyroku z dnia 19 lutego 2014 roku (sygn. akt II C 128/10).

Pomijając wątek plotkarski, wyrok jest interesujący dlatego (dla niektórych „tylko dlatego”, dla innych pewnie „również dlatego”), że stanowi jednocześnie odpowiedź na pytanie – jak daleko sięga ochrona dóbr osobistych w fabularnych (lub fabularyzowanych) utworach artystycznych, jeśli cechy postaci fikcyjnych powodują, że postaci te powszechnie utożsamiane są z osobami rzeczywistymi.

Podobne rozstrzygnięcia miały oczywiście miejsce przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu – i z jego dorobku korzystał także skład orzekający w sprawie niniejszej – ale jeśli takie zagadnienie (nieczęsto) staje przed sądem krajowym, może stanowić wyznaczenie pewnej linii, drogowskazu dla późniejszych sporów – tak dla składów orzekających, jak i samych stron. Istotne jest bowiem, czy linia orzecznicza sądów międzynarodowych znajduje zastosowanie na gruncie przepisów polskiego prawa, a jeśli tak – to przy użyciu jakiej argumentacji.

Handgeschilderde glasplaat in houten frame voor illuminatiekast, afbeelding van twee mannen met pamflet
Historisch Museum Rotterdam

Podstawą orzekania był art. 24 §1 Kodeksu cywilnego, zgodnie z którym:

Art. 24
§ 1. Ten, czyje dobro osobiste zostaje zagrożone cudzym działaniem, może żądać zaniechania tego działania, chyba że nie jest ono bezprawne. W razie dokonanego naruszenia może on także żądać, ażeby osoba, która dopuściła się naruszenia, dopełniła czynności potrzebnych do usunięcia jego skutków, w szczególności ażeby złożyła oświadczenie odpowiedniej treści i w odpowiedniej formie. Na zasadach przewidzianych w kodeksie może on również żądać zadośćuczynienia pieniężnego lub zapłaty odpowiedniej sumy pieniężnej na wskazany cel społeczny.

Dla ochrony dóbr osobistych muszą zatem zaistnieć dwie przesłanki:
1) naruszenie lub zagrożenie naruszenia dóbr osobistych,
2) bezprawność takiego zachowania.

Zgodnie z wyrokiem Sądu Najwyższego z dnia 19 października 1989 roku (sygn. akt II Cr 419/89) za bezprawne uważa się każde działanie naruszające dobro osobiste, jeżeli nie zachodzi żadna ze szczególnych okoliczności usprawiedliwiających, wśród których można wymienić:
1) działanie dozwolone przez obowiązujące przepisy prawa,
2) wykonywanie prawa podmiotowego,
3) zgodę pokrzywdzonego,
4) działanie w obronie uzasadnionego interesu.

W pierwszej kolejności sąd zbadał zatem, czy fikcyjna postać Esterki mogła być utożsamiana z Weroniką Rosati. I tak:

W ocenie Sądu Okręgowego odpowiedź na powyższe pytanie jest twierdząca. Autor książki nadał bowiem E., która jest postacią fikcyjną, cechy, elementy biografii oraz przywołał w książce okoliczności pozwalające identyfikować tę postać jako W. R. Okoliczności powyższe są weryfikowalne na podstawie źródeł dostępnych przeciętnemu czytelnikowi. W książce E. przedstawiona jest jako początkująca aktorka, córka lewicowego polityka eksministra, który pracuje w organach Unii Europejskiej i projektantki posiadającej butik w galerii handlowej. Ma również brata. Wszystkie te okoliczności odnoszą się do życia rodzinnego powódki. Również wiek oraz cechy fizyczne E. są tożsame z tymi dotyczącymi powódki. Także różnica wieku pomiędzy narratorem a E. odpowiada różnicy wieku pomiędzy powódką, a A. Ż. W książce znajdują się opisy strojów E. w danym dniu, sposobu jej ubierania, a także pewnych jej pasji i zainteresowań, które odpowiadają W. R. E. i narrator są w związku co również miało miejsce w przypadku powódki i A. Ż. W książce jest również informacja, iż E. była związana z raperem oraz dziennikarzem telewizyjnym, co faktycznie miało miejsce w życiu W. R.. E. często wyjeżdżała za granicę do Stanów Zjednoczonych gdzie uczyła się aktorstwa, co również można odnieść do W. R. 

Nie ulegało zatem wątpliwości, że przypisanie postaci fikcyjnej tak wielu przymiotów osoby rzeczywistej prowadziło de facto do utożsamienia ich obu.

W tej sprawie przyjąć należy perspektywę przeciętnego, zwykłego czytelnika, który ma łatwy dostęp do źródeł wiedzy na temat osób występujących w różnych mediach choćby za pomocą Internetu, czy kolorowych pism i jest w stanie bez większego problemu dokonać identyfikacji E. z W. R. na podstawie tych źródeł. Nie sposób jest więc przyjąć, iż samo umieszczenie postaci w książce, której nadano szereg cech, okoliczności i wydarzeń dotyczących osoby rzeczywistej uniemożliwia jej identyfikację jako tej osoby rzeczywistej. Sama forma literackiej wypowiedzi nie chroni bowiem przed takimi zabiegami identyfikującymi, które mogą być podjęte przez czytelnika w przypadku, gdy podobieństwa pomiędzy postacią książkową, fikcyjną, a postacią rzeczywistą tak jak ma to miejsce w niniejszej sprawie są oczywiste.

(…) przemieszanie fikcji z rzeczywistością jest nieustanne i stąd nie można łatwo zakwalifikować [książki] do konkretnego rodzaju literackiego. Taki też ma charakter twórczość A. Ż., który w swoich książkach czerpie z rzeczywistości, z realnych doświadczeń, które następnie przetwarza. Dlatego też nie jest możliwym precyzyjne oddzielenie okoliczności rzeczywistych w tej książce dotyczących W. R. od elementu fikcyjnego. Jak słusznie zauważyła W. R. składając zeznania na rozprawie w dniu 7 lutego 2014 r. jedynie ona oraz autor książki wiedzą co jest prawdą a co fikcją. Nie sposób jest więc ustalić co w tej książce jest prawdą obiektywną, nie zaś ocenami autora książki. Jednakże dla celów przedmiotowego postępowania nie było to konieczne. Istotne jest bowiem, iż przeciętny odbiorca książki na skutek nagromadzenia okoliczności dotyczących W. R. utożsamia w pełni nakreślony przez autora obraz E. w książce z W. R. Nie jest on bowiem w stanie w takiej sytuacji odróżnić co jest fikcją a co nie.

Pozwani bronili się przed odpowiedzialnością powołując się na okoliczność wyłączającą bezprawny charakter naruszenia dóbr osobistych, tj. zgodę powódki. Zgoda ta miała być udzielona w sposób dorozumiany i wynikać z tego, że aktorka jest osobą powszechnie znaną, udzielającą się w mediach, które już wcześniej szeroko rozpisywały się o jej życiu prywatnym. Sąd odrzucił jednakże tę argumentację, przypominając że w książce znalazły się opisy dotyczące prywatnego życia powódki, które znane były jedynie wąskiemu gronu osób i nie były dostępne opinii publicznej, jak i fragmenty listów pisanych do siebie przez strony.

Sąd odniósł się także do innej okoliczności, która miałby wyłączać odpowiedzialność, tj. do przesłanki interesu społecznego.

Zgodnie z art. 47 konstytucji każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym. W przedmiotowej sprawie A. Ż. przekroczył zaś granicę prawa swobodnej twórczości artystycznej dokonując naruszenia dobra osobistego powódki w postaci godności i prawa do prywatności. Przekroczenie to nie było zaś konieczne ze względu na jakikolwiek interes społeczny. Takie zaś zachowanie nie zasługuje na ochronę prawną.

Odpowiedzialność wydawcy wynikała natomiast (co najmniej) z niedbalstwa, tj. rozpowszechnienia utworu, który według oceny i wiedzy wydawnictwa mógł doprowadzić (a wg sądu doprowadził) do naruszenia dóbr osobistych powódki. Nie bez znaczenia był fakt, że jeszcze przed dniem publikacji książki wydawnictwo zostało powiadomione o stanowisku strony powodowej.

Sąd na podstawie art. 480 Kodeksu cywilnego upoważnił powódkę do wykonania zastępczego zobowiązania do przeproszenia przez pozwanych, tj. do zamieszczenia stosownych ogłoszeń na koszt pozwanych, jeśli nie zrobiliby oni tego w terminie 14 dni od uprawomocnienia się wyroku. Jak podkreślił sąd:

Instytucja wykonania zastępczego uregulowana w powyższym przepisie ma zastosowanie przede wszystkim w stosunkach zobowiązaniowych to jednakże w judykaturze przyjmuje się, iż może mieć ona odpowiednie zastosowanie do ochrony dóbr osobistych. Zastosowanie do ochrony dóbr osobistych instytucji wykonania zastępczego już na etapie merytorycznego rozstrzygnięcia o obowiązku złożenia odpowiedniego aktu przeproszenia przyczynia się do szybkiego, a tym samym realnego zniweczenia skutków dokonanego naruszenia (por. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 23 maja 2013 r., sygn. I CSK 531/12, LEX nr 1383225).

Sąd oddalił natomiast powództwo w zakresie zobowiązania do zakazania pozwanym rozpowszechniania książki w jakiejkolwiek postaci lub - zamiennie - usunięcia z niej fragmentów dotyczących powódki.

Zgodnie z treścią art. 54 ust 1 Konstytucji każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Natomiast art. 73 Konstytucji przewiduje, iż każdemu zapewnia się wolność twórczości artystycznej. W myśl art. 31 ust 3 Konstytucji ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw. 

Sąd odwołał się przy tym do wyroku ETPCz z dnia 26 listopada 1991 r., Observer i Guardian v. Wielka Brytania (13585/88), gdzie Trybunał wskazał, że „ingerencja w prawo do swobody wypowiedzi musi pozostawać w rozsądnej proporcji do zakładanego celu.” Skoro celem zakazu miałoby być powstrzymanie rozpowszechniania fragmentów książki dotyczących powódki, to z uwagi na głośny odzew w mediach oraz przytaczanie przez nie takich fragmentów, które dobra osobiste Weroniki Rosati naruszały, zakaz nie ma już racji bytu.

Trudno przyjąć ten argument, w szczególności w oparciu o przywołany wyrok, który dotyczył publikacji wspomnień byłego funkcjonariusza służb specjalnych i zawartych w nim informacji dotyczących państwa brytyjskiego i jego funkcjonariuszy, a nie – jak w sprawie niniejszej – opisanych w sposób wulgarny intymnych szczegółów życia znanej aktorki lub historii fikcyjnych, ale jej przypisywanych. 

W ocenie sądu natomiast, taki zakaz:

Naruszyłby istotę wolności twórczości artystycznej co jest sprzeczne z art. 31 ust 3 Konstytucji. W wyniku bowiem orzeczenia tego zakazu książka (…) stanowiąca wyraz twórczości artystycznej A. Ż.  nie mogłaby być rozpowszechniania, czyli pozwany ten nie mógłby dać wyraz swojej twórczości. Twórczość ta zostałaby więc w tym zakresie zakazana, a art. 31 ust 3 Konstytucji przewiduje jedynie ograniczenie tej wolności nie zaś jej pełne zakazanie i tylko w przypadku, gdy jest to konieczne dla ochrony praw innych osób. Oddalając żądanie w zakresie zakazania rozpowszechniania książki (…)

Sąd Okręgowy miał przede wszystkim na uwadze długi, bo już prawie czteroletni czasookres obowiązywania zakazu rozpowszechniania książki wydanego przez Sąd Apelacyjny w Warszawie w ramach zabezpieczenia powództwa. Pomimo tego zakazu książka (…) nadal wzbudza zainteresowanie mediów i części opinii publicznej zwłaszcza w kontekście zakazania jej rozpowszechniania, jak również toczącego się przedmiotowego postępowania. W tym miejscu należy zauważyć, iż blisko 7.000 egzemplarzy książki zostało rozpowszechnionych a co bardziej pikantne fragmenty książki, a zwłaszcza określenia E. można znaleźć na plotkarskich portalach internetowych.

W rezultacie należy uznać, iż cel jaki zakaz ten miały osiągnąć, czyli ubezskutecznić możliwość dostępu do treści, które stanowiły naruszenie dóbr osobistych powódki nie może być za pomocą tego środka osiągnięty. Skoro bowiem książka znajduje się w obrocie, a obowiązywanie prawie czteroletniego zakazu rozpowszechniania nie wpłynęło w znacznym stopniu na brak zainteresowania tą książką to należy uznać, iż zakaz ten jest również nieskuteczny. Osoba, która pragnie się zapoznać z treścią tej książki lub jej skandalizującymi fragmentami dotyczącymi E. ma bowiem taką możliwość, choćby sięgając do już rozpowszechnionych egzemplarzy czy też wyszukując tych treści w sieci Internet. Zdaniem Sądu orzeczenie zakazu rozpowszechniania książki (…) w tej sytuacji stanowiłoby również nieproporcjonalne naruszenie prawa A. Ż. do swobody twórczości literackiej, ponieważ powódce została już udzielona ochrona jej dóbr osobistych poprzez zobowiązanie pozwanych do przeprosin jak również do zapłaty stosownego zadośćuczynienia. A zakazanie rozpowszechniania książki w przedmiotowej sprawie nie dość, że narusza istotę prawa do wolności twórczości artystycznej to również byłoby bezcelowe jak i nieskuteczne. 

Innymi słowy, sąd ponad ochronę dóbr osobistych aktorki stawia prawo do twórczej wypowiedzi reżysera. Tyle tylko, że twórczość ta polega na wywlekaniu szczegółów intymnego pożycia stron oraz wulgarnym i obraźliwym kreśleniu sylwetki postaci, która w sposób jednoznaczny jest identyfikowana z Weroniką Rosati. Oczywiście, sąd nie powinien co do zasady badać artystycznych walorów dzieł w tego typu sprawach, jeśli jednak utwór literacki zamienia się w wulgarny pamflet na byłą kochankę (wątek ten obejmował ponad 100 stron książki), nie widzę żadnego powodu, aby miał on korzystać z gwarantowanych praw swobody wypowiedzi.

Nie przekonuje mnie także fakt, że książka została już rozpowszechniona w kilkutysięcznym nakładzie, a jej fragmenty przytaczały plotkarskie portale. Potrafię sobie wyobrazić bowiem nakład kilkukrotnie większy, dołączenie książki do kolorowych gazet czy audiobooki na stronie wydawcy. Skoro już raz pozwani skomercjalizowali ten utwór - wraz z intymnym życiem powódki - umieszczając przy tym fragment jej dotyczący na okładce książki, a więc opierając strategię sprzedażową na tego typu treściach, czemu nie mieliby zrobić tego ponownie po zakończeniu głośnego procesu sądowego?

1 komentarz:

  1. Szczerze powiem, że dziwi mnie np zachowanie ludzi szeroko znanych. Dlaczego potrafią wywlekać swoje osobiste sprawy na widok publiczny. Co dało Panu Żuławskiemu stworzenie takiej postaci z która można utożsamić Panią Weronikę? W zasadzie nic. Chciał się zemścić? Kiepsko. A tak poza tym uważam, że takie osoby powinny korzystać z usług firm które zajmują się ochrona wizerunku. Ochrona wizerunku w sieci powinna być dla nich naprawdę ważna. Są osobami publicznymi i muszą się liczyć z tym, że niektórzy będą chcieli to wykorzystać do swoich nie zawsze dobrych celów:/

    OdpowiedzUsuń