piątek, 27 września 2013

Linkujesz na Facebooku? Możesz za to odpowiadać!


Podczas kampanii wyborczej do Sejmu i Senatu w roku 2011 miało miejsce, szeroko opisywane w mediach, zdarzenie polegające na umieszczeniu na Facebookowym profilu jednego z kandydatów (Dariusza Dolczewskiego) niesmacznego klipu o swoich kontrkandydatkach. Dokładniej – linku do takiego klipu znajdującego się w serwisie YouTube.

Nie miałoby to znaczenia z punktu widzenia niniejszego bloga, gdyby nie fakt, że współautor wykorzystanego w klipie utworu (Dominik „Doniu” Grabowski z zespołu Ascetoholix) pozwał polityka o naruszenie praw autorskich.

Sam wyrok również odbił się szerokim echem, także w kręgach prawniczych. Sąd uznał bowiem, że umieszczenie na Facebooku odnośnika do materiału naruszającego prawa autorskie, jest naruszeniem praw autorskich.

Wyrok zapadł w lipcu, a na blogu Własność intelektualna w praktyce mogą Państwo jako pierwsi przeczytać obszerne fragmenty uzasadnienia.


Poniżej znajduje się skrócona wersja najważniejszych tez uzasadnienia wyroku Sądu Okręgowego Warszawa-Praga z dnia 12 lipca 2013 r. (sygn. akt I C 504/12). Osoby chcące poznać szerszą część uzasadnienia sformułowanego przez sąd, znajdą je tutaj.
August III - Król Polski elekcyjny
Georg Paul Busch, Biblioteka Narodowa

Linia obrony pozwanego była następująca:
  1. film został zamieszczony bez wiedzy i zgody właściciela profilu;
  2. na profilu nie został umieszczony spot, a jedynie odnośnik do niego na stronie www.youtube.com i każde wyświetlenie go przez osoby trzecie było niezależne od woli i działania właściciela prywatnego profilu;
  3. pozwany nie był świadomy, aby ww. utwór został wykonany z naruszeniem praw autorskich innych osób, zaś gdy powziął wiedzę w tym przedmiocie, usunął link;
  4. stosowanie odesłań do innych stron internetowych, tzw. linków, nie stanowi naruszenia prawa autorskiego.
Jak ustalił sąd:
Klip, rozpoznany przez potencjalnych odbiorców, w tym media, jako element kampanii wyborczej, mający na celu zdyskredytować rywalizujące z Platformą Obywatelską ugrupowanie (PiS), spotkał się z negatywnym odbiorem. Powszechnie uważano, iż jest on obraźliwy dla zaprezentowanych w nim kobiet – młodych kandydatek z listy Prawa i Sprawiedliwości. Zestawienie ich wizerunku i fragmentem piosenki budziło jednoznacznie pejoratywne skojarzenia, co często podkreślano w środkach masowego przekazu. D. D., którego bezpośrednio wiązano ze zmodyfikowanym teledyskiem przestał być w konsekwencji anonimowym, nieznanym szerszemu gronu, liderem młodzieżówki PO. Jego postać, wyniesiona falą powszechnego skandalu, komentowanego szeroko w massmediach, przez krótki okres, była jedną z najczęściej adresowanych w radiu, telewizji, prasie i sieci www. Pozwany, atakowany w mediach, głównie przez partię opozycyjną i jej zwolenników, nie odniósł jednak sukcesu w wyborach i nie zdobył wymaganej liczby głosów, gwarantujących mandat posła.
Tak duży i niespodziewany oddźwięk medialny skłonił Dolczewskiego do usunięcia klipu ze swojej strony oraz wydania oświadczenia:
iż został wychowany w duchu szacunku względem kobiet oraz zagwarantował, że podobne zdarzenie nie będzie miało nigdy miejsca. Kandydat Platformy Obywatelskiej oświadczył, że osoba ze sztabu wyborczego, odpowiedzialna za wpis na portalu Facebook, została odsunięta od obowiązków.
Jednocześnie stosowne oświadczenie zamieścił Doniu, że zgody na wykorzystanie utworu swojego zespołu ani on, ani żaden z jego kolegów nie wyrażał. Jak wskazywał później podczas rozprawy:
zwłaszcza w ciągu pierwszych sześciu miesięcy po udostępnieniu na profilu pozwanego linka do klipu, spotykał się z inwektywami ze strony osób, niezadowolonych z wykorzystania oryginalnego utworu „…” do kampanii wyborczej Platformy Obywatelskiej lub ugrupowania politycznego w ogóle.
Co – jako nadwyrężenie jego raperskiego wizerunku - stało się podstawą zasądzenia na jego rzecz zadośćuczynienia.

Oświadczenie niedoszłego posła stało w oczywistej sprzeczności z twierdzeniami prezentowanymi przed sądem, na co zwrócił uwagę sąd, podkreślając że jego zeznania:
należało w opinii Sądu, oceniać ze szczególną dozą ostrożności, a to z uwagi na fakt, iż pozwany, wkrótce po wybuchu skandalu z udziałem jego osoby, oświadczył, że członek sztabu wyborczego, odpowiedzialny za wklejenie linku na profilu został odsunięty od wykonywanych zadań, zaś w ramach niniejszego postępowania konsekwentnie zeznawał, że nie wie, kto ów film umieścił. Nie powinno budzić jakichkolwiek wątpliwości, że jedno z ww. oświadczeń nie jest zgodne z prawdą i wygłoszono je intencjonalnie. Nie miało przy tym znaczenia, czy adresatem nieprawdziwej wypowiedzi byli potencjalni wyborcy, czy Sąd orzekający w sprawie.
Rozsądzając istotę sporu, sąd zauważył, że:
Zarówno pozwany, jak i autor wyborczego spotu, a także osoba, która ów klip umieściła w sieci www za pośrednictwem serwisu You Tube nie uzyskali zgody D. G. ani pozostałych członków A. na wykorzystanie ich piosenki lub teledysku do tegoż utworu (niesporne), w celach wyborczych  lub jakichkolwiek innych.
Zachowanie D. D. w dniu 21 września 2011r. było zatem czynem zabronionym w rozumieniu art. 415 kc. Poprzez brak zachowania należytej staranności i nieprzestrzeganie regulaminu usługodawcy, strona pozwana rozpowszechniła fragment utworu „…”, naruszając tym samym prawa autorskie D. G.
Działanie to, niezależnie od tego, czy było nacechowane umyślnością, czy też jej brakiem, było zawinione i spowodowało szkodę po stronie powodowej. Istnienie związku pomiędzy tymi dwoma elementami nie budzi jakichkolwiek wątpliwości.
Ocena braku staranności po stronie właściciela profilu na FB została skrupulatnie oceniona przez pryzmat postanowień regulaminu tego serwisu:
To, czy pozwany faktycznie zapoznał się z treścią obowiązującego na stronie Facebook.com regulaminu, czy nie, nie ma jakiegokolwiek znaczenia, choć należy uznać, że każdy racjonalnie myślący uczestnik obrotu czyta postanowienia umowy, którą zamierza zawrzeć. Innymi słowy, każdy aktywny (posiadający w żądanym czasie możliwość korzystania z profilu) użytkownik Facebook musi być traktowany, jako osoba, która zna i akceptuje ów regulamin. Zgodnie z pkt. 2. Regulaminu każdy użytkownik jest właścicielem wszystkich treści i informacji publikowanych przez siebie w serwisie Facebook.
To odważne założenie. Akceptacja regulaminu przez pozwanego doprowadziła tym samym sąd do sformułowania tezy, że umieszczając jakiekolwiek treści przez Facebooka – oświadczamy, że jesteśmy ich „właścicielami”. Pokazuje to znaczenie, jakie zyskują normy prawa "prywatnego" - często pomijane przez przeciętnych użytkowników. Na ich podstawie można jednak formułować konkretne tezy dowodowe w sporze sądowym. Wszak zdecydowana większość regulaminów serwisów internetowych mówi o tym, że korzystanie z nich wiąże się z automatycznym składaniem oświadczeń o określonej treści. Na przykład takich, że publikowane materiały są naszego autorstwa, lub że jesteśmy ich "właścicielami".
Sąd nie podzielił także poglądu reprezentowanego przez D. D. podług którego to udostępnianie linków do materiałów naruszających prawa autorskie, samo w sobie, nie jest naruszeniem, tychże. A contrario, prowadzenie profilu, zwłaszcza na tak popularnej stronie www, i umieszczanie na niej odnośników, stanowi o istocie rozpowszechniania treści pod nimi dostępnych. (…) Niezależnie od tego, czy spot zmontował i umieścił w sieci pozwany, czy też osoba trzecia, przez to, że D. D. umożliwił niepowołanej osobie wklejenie linku na swój profil, upowszechnił ów spot.
Powyższa teza stanowi clou wyroku. Wbrew oczekiwaniom znacznej liczby internautów i teoretyków prawa autorskiego, w przekonaniu sądu internet nie jest kolażem treści, z których każdy może dowolnie czerpać i publikować je. Jeśli są one chronione prawem autorskim, to nie ma znaczenia ich „fizyczne” położenie na innym serwerze. Naruszeniem prawa będzie także samo wskazanie miejsca, gdzie taki materiał się znajduje.
Wszak wskutek zaniedbania albo celowego działania (którego nie sposób w ustalonym stanie faktycznym jednak przypisać) pozwanego doszło do wysoce skutecznego rozpowszechnienia niezgodnej z prawem autorskim treści. (…) Co więcej, z uwagi na treść rzeczonego klipu i atmosferę skandalu, generowanej skutecznie przez media, film, lub choćby informacje o jego zawartości dotarły także do osób niekorzystających z komputerów lub sieci www. Bez wątpienia, gdyby nie niedbałość D. D., sprawy nie przybrałyby takiego obrotu.
Zaskakujące może być także uzasadnienie korzyści, jaką osiągnął Dolczewski przez publikację rzeczonego klipu.
Pozwany skorzystał z naruszenia praw autorskich powoda w znaczeniu takim, że z osoby znanej tylko określonemu kręgowi zaangażowanych politycznie i społecznie osób (nieznanej w powszechnym rozumieniu) stał się postacią rozpoznawalną. To, że łączono go z obcesowym i przedmiotowym traktowaniem kobiet nie wyłącza ewidentnych korzyści, jakie w czasie wyborów niesie nagły i znaczny wzrost popularności, choćby tej o negatywnym oddźwięku. Niezależnie od tego jednak, nie sposób przypisać pozwanemu przesłanki świadomości korzystania ze szkody. Geneza rozgłosu dokonała się poza wiedzą pozwanego, a w każdym razie nie przedstawiono dowodów, które pozwalałyby na biegunowo odmienne ustalenia.
Innymi słowy – odniósł realną korzyść, choć sam uważał inaczej.

Ulotka wydana 25 października 1938 r. przez Obywatelski Komitet Wyborczy
Kujawsko-Pomorska Biblioteka Cyfrowa

Powód, oprócz odszkodowania za naruszenie praw autorskich oraz zadośćuczynienia za zburzenie jego wizerunku, żądał również stosownego oświadczenia w mediach elektronicznych oraz na jego Facebookowym profilu.
W uznaniu Sądu, słusznym będzie nakazanie pozwanemu opublikowania oświadczenia jedynie na profilu pozwanego, prowadzonym przez serwis społecznościowy Facebook. Publikacja ta nie może przy tym pozostawiać wątpliwości co do osoby, która umieści ją na swojej stronie (profilu) dostępnym po wpisaniu stosownej ścieżki dostępu w oknie przeglądarki internetowej, a także co do przyczyn jej publikacji.
Niespornym było przy tym, że na chwilę obecną strona http://www.facebook.com/(...) nie istnieje (została usunięta). Nie stoi to jednak na przeszkodzie, aby oświadczenie D. D. w przedmiocie przeprosin D. G. zostało opublikowane na www.Facebook.com.
Powyższe wydaje się postanowieniem dość kuriozalnym. Po pierwsze, sąd zmusza pozwanego do założenia konta na Facebooku (!). Po drugie, nawet jeśli takie konto on założy – „siła rażenia” takiego nowopowstałego profilu będzie żadna, a jakiekolwiek oświadczenie nie odniesie oczekiwanego skutku, ponieważ... nikt go nie przeczyta.

Warto także podkreślić inną ważną tezę z uzasadnienia:
Sąd jest zdania, że sformułowanie „ogłoszenie w prasie”, zwłaszcza w kontekście rozwoju techniki i stale powiększającej się liczby nośników informacji, należy traktować możliwie szeroko. Zatem, strona w oparciu o art. 79 ust. 1 pkt 3b uopa może również żądać opublikowania stosownego oświadczenia w sieci www.
Oraz, traktując jako ciekawostkę:
W czasie kampanii wyborczej do Sejmu RP w 2011 r. w okręgu warszawskim, osoba kandydująca do niższej izby parlamentu a ubiegająca się a zgodę właściciela praw autorskich do popularnego utworu słownomuzycznego na cele z tą kampanią związane, musiałaby uiścić kwotę 10.000 zł.
Podsumowując, wyrok nie jest prawomocny i warto poczekać na orzeczenie wyższej instancji. Uzasadnienie sądu już teraz powinno jednak prowokować dalszą dyskusję o możliwości naruszania praw autorskich przez tzw. „głębokie linkowanie” oraz „embeddowanie” (co w rzeczywistości miało miejsce w niniejszej sprawie, tj. umieszczanie treści z innej strony w taki sposób, że sprawiają wrażenie jednolitości ze stroną przeglądaną). Stanowi to przecież istotę komunikacji internetowej, a trudno uznać za dobre prawo, które tak łatwo złamać.

Za post scriptum historii może posłużyć fakt, że polityk Dariusz Dolczewski, pozwany w powyższej sprawie, niedoszły poseł, który wprowadził w błąd swoich wyborców lub sąd orzekający w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej (co w każdym przypadku ocenić trzeba jednoznacznie nagannie), po całej sprawie uzyskał nominację na doradcę Ministra Administracji i Cyfryzacji, którym pozostaje do dziś.

Wyrok z dnia 12 lipca 2013 r. (sygn. akt I C 504/12) Doniu ca. Dolczewski

Poniżej znajduje się obszerny fragment  uzasadnienia wyroku Sądu Okręgowego Warszawa-Praga z dnia 12 lipca 2013 r. (sygn. akt I C 504/12). Wersja skrócona z komentarzem znajduje się tutaj.

Powód wniósł [m. in.] o zobowiązanie strony pozwanej do opublikowania oświadczenia o ww. treści w internetowym wydaniu dziennika „,Gazeta Wyborcza", na głównej stronie serwisu w formacie 350 pixeli na 250 pixeli, czarną czcionką Times New Roman o rozmiarze 12 pkt., w terminie 3 dni od dnia uprawomocnienia się wyroku i utrzymywanie tego oświadczenia na, głównej stronic wskazanego serwisu internetowego przez kolejne 14 dni, a następnie umieszczenie tego oświadczenia w internetowym archiwum serwisu ww.gazeta.pl.

Nadto, inicjator postępowania zażądał zobowiązania D. D. D. do opublikowania powyższego oświadczenia na profilu pozwanego na portalu społecznościowym Facebook oraz na stronie internetowej http://www.facebook.com/(...) znajdującej się na portalu społecznościowym Facebook której właścicielem jest pozwany.

(...)

Uzasadniając swoje stanowisko D. D. wskazał, że we wrześniu 201 Ir, bez jego wiedzy i zgody, ktoś ze sztabu wyborczego zamieścił na jego prywatnym koncie na profilu Facebook odesłanie do odnalezionego w sieci utworu pt. „Celebryci z PiS - prawdziwe twarze - spot wyborczy / Gwiazdy reklamy i show”. Pozwany oświadczył przy tym, iż nie był on autorem tego teledysku, jak również nie wie, kto ów film zmontował. Strona pozwana stanęła na stanowisku, że na jej profilu nie został umieszczony spot, a jedynie odnośnik do niego na stronie www.youtube.com i każde wyświetlenie go przez osoby trzecie było niezależne od woli i działania właściciela prywatnego profilu. Pozwany utrzymywał przy tym, że nie był świadomy, aby ww. utwór został wykonany z naruszeniem praw autorskich innych osób, w tym, powoda, zaś gdy powziął wiedzę w tym przedmiocie, usunął link do klipu ze swego profilu. D. D. twierdził również, iż stosowanie odesłań do innych stron internetowych, tzw. linków, nie stanowi naruszenia prawa autorskiego.

Każdy użytkownik sieci www, po wejściu na profil D. D. mógł zapoznać się z treścią tego teledysku - za pośrednictwem tzw. głębokiego linkowania - po naciśnięciu ikony „Play" filmik był odtwarzany na profilu pozwanego, bez konieczności przechodzenia na stronę www.youtube.com.

(...)

Wideoklip powstał bez wiedzy i zgody członków zespołu A. Do jego produkcji wykorzystano fragment teledysku do piosenki w sferze fonicznej. Materiał o charakterze audiowizualnym przedstawiał młode kandydatki do Sejmu RP z ramienia ugrupowania Prawo i Sprawiedliwość (tzw. „Aniołki PiS”), startujące z list tejże partii a zaprezentowane przy akompaniamencie fragmentu utworu pt. „(…)” - w tle rozbrzmiewał refren tej piosenki w słowach: „(…)”.

Klip, rozpoznany przez potencjalnych odbiorców, w tym media, jako element kampanii wyborczej, mający na celu zdyskredytować rywalizujące z Platformą Obywatelską ugrupowanie (PiS), spotkał się z negatywnym odbiorem. Powszechnie uważano, iż jest on obraźliwy dla zaprezentowanych w nim kobiet – młodych kandydatek z listy Prawa i Sprawiedliwości. Zestawienie ich wizerunku i fragmentem piosenki budziło jednoznacznie pejoratywne skojarzenia, co często podkreślano w środkach masowego przekazu. D. D., którego bezpośrednio wiązano ze zmodyfikowanym teledyskiem przestał być w konsekwencji anonimowym, nieznanym szerszemu gronu, liderem młodzieżówki PO. Jego postać, wyniesiona falą powszechnego skandalu, komentowanego szeroko w massmediach, przez krótki okres, była jedną z najczęściej adresowanych w radiu, telewizji, prasie i sieci www. Pozwany, atakowany w mediach, głównie przez partię opozycyjną i jej zwolenników, nie odniósł jednak sukcesu w wyborach i nie zdobył wymaganej liczby głosów, gwarantujących mandat posła.

Pod wpływem negatywnego, medialnego i społecznego odbioru sporu umieszczonego na profilu D. D. usunięto link do klipu.

D. D. wskutek ww. wydarzeń, umieścił nadto na swym profilu oświadczenie, w którym oznajmił, iż został wychowany w duchu szacunku względem kobiet oraz zagwarantował, że podobne zdarzenie nie będzie miało nigdy miejsca. Kandydat Platformy Obywatelskiej oświadczył, że osoba ze sztabu wyborczego, odpowiedzialna za wpis na portalu Facebook, została odsunięta od obowiązków.

D. G. na łamach profilu na portalu Facebook oznajmił, iż zarówno on, jak i zespół A. nie wyrazili zgody na wykorzystanie przez D. D. utworu pt. „…”. (…) Powód, zwłaszcza w ciągu pierwszych sześciu miesięcy po udostępnieniu na profilu pozwanego linka do klipu, spotykał się z inwektywami ze strony osób, niezadowolonych z wykorzystania oryginalnego utworu „…” do kampanii wyborczej Platformy Obywatelskiej lub ugrupowania politycznego w ogóle.

(...)

W czasie kampanii wyborczej do Sejmu RP w 2011 r. w okręgu warszawskim, osoba kandydująca do niższej izby parlamentu a ubiegająca się a zgodę właściciela praw autorskich do popularnego utworu słownomuzycznego na cele z tą kampanią związane, musiałaby uiścić kwotę 10.000 zł.

Sąd nie dal wiary D. D. w zakresie, w jakim twierdził on, iż profil, na którym umieszczono sporną treść był profilem prywatnym. (…) Nadto, zeznania D. D. należało w opinii Sądu, oceniać ze szczególną dozą ostrożności, a to z uwagi na fakt, iż pozwany, wkrótce po wybuchu skandalu z udziałem jego osoby, oświadczył, że członek sztabu wyborczego, odpowiedzialny za wklejenie linku na profilu został odsunięty od wykonywanych zadań, zaś w ramach niniejszego postępowania konsekwentnie zeznawał, że nie wie, kto ów film umieścił. Nie powinno budzić jakichkolwiek wątpliwości, że jedno z ww. oświadczeń nie jest zgodne z prawdą i wygłoszono je intencjonalnie. Nie miało przy tym znaczenia, czy adresatem nieprawdziwej wypowiedzi byli potencjalni wyborcy, czy Sąd orzekający w sprawie.

Sąd uznał, iż roszczenia objęte pozwem D. G., co do zasady, znajduje swe źródło w treści art. 78 ust. 1 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych. W myśl tego przepisu, twórca, którego autorskie prawa osobiste zostały zagrożone cudzym działaniem, może żądać zaniechania tego działania. W razie dokonanego naruszenia może także żądać‚ aby osoba, która dopuściła się naruszenia, dopełnia czynności potrzebnych do usunięcia jego skutków, W szczególności, aby złożyła publiczne oświadczenie o odpowiedniej treści i formie. Jeżeli naruszenie było zawinione, sąd może przyznać twórcy odpowiednią sumę pieniężną tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę lub - na żądanie twórcy zobowiązać sprawcę, aby uiścił odpowiednią sumę pieniężną na wskazany przez twórcę cel społeczny.

Zarówno pozwany, jak i autor wyborczego spotu, a także osoba, która ów klip uieściła w sieci www za pośrednictwem serwisu You Tube nie uzyskali zgody D. G. ani pozostałych członków A. na wykorzystanie ich piosenki lub teledysku do tegoż utworu (niesporne), w celach wyborczych  lub jakichkolwiek innych.
Zachowanie D. D. w dniu 21 września 2011r. było zatem czynem zabronionym w rozumieniu art. 415 kc. Poprzez brak zachowania należytej staranności i nieprzestrzeganie regulaminu usługodawcy, strona pozwana rozpowszechniła fragment utworu „…”, naruszając tym samym prawa autorskie D. G.
Działanie to, niezależnie od tego, czy było nacechowane umyślnością, czy też jej brakiem, było zawinione i spowodowało szkodę po stronie powodowej. Istnienie związku pomiędzy tymi dwoma elementami nie budzi jakichkolwiek wątpliwości.

Nie bez znaczenia, dla oceny zawinienia pozwanego, jest to, iż w chwili zakładania konta na portalu Facebook, D. D. musiał zaakceptować regulamin tej witryny (dostępny dla każdego na stronie www.facebook.com) i zawrzeć umowę z dostawcą usługi - właścicielem portalu. To, czy pozwany faktycznie zapoznał się wówczas z treścią obowiązującego na stronie Facebook. com regulaminu, czy nie, nie ma jakiegokolwiek znaczenia, choć należy uznać, że każdy racjonalnie myślący uczestnik obrotu czyta postanowienia umowy, którą zamierza zawrzeć. Innymi słowy, każdy aktywny (posiadający w żądanym czasie możliwość korzystania z profilu) użytkownik Facebook musi być traktowany, jako osoba, która zna i akceptuje ów regulamin.

Zgodnie z pkt. 2. Regulaminu każdy użytkownik jest właścicielem wszystkich treści i informacji publikowanych przez siebie w serwisie Facebook i może określać sposób udostępniania ich poprzez ustawienia prywatności oraz ustawienia aplikacji. Nadto, w myśl art. 3 ust. 10 Regulaminu zabronione jest wykorzystywanie serwisu Facebook do celów niezgodnych z prawem, wprowadzających w błąd, złośliwych lub dyskryminacyjnych, a przede wszystkim, zabronione jest udostępnianie swojego hasła (lub poufnego klucza w przypadku twórców aplikacji), zezwalanie innym na uzyskanie dostępu do własnego konta oraz wykonywanie innych czynności, które mogą spowodować spadek poziomu bezpieczeństwa konta, jak również zabronione jest przekazywanie swojego konta (a także administrowanej przez siebie strony lub aplikacji) innej osobie bez wcześniejszego uzyskania naszego zezwolenia w formie pisemnej (art. 4 ust. 8 i 9 Regulaminu).

D. D. swym zachowaniem nie tylko uchybił ww. regułom, ale doprowadził do naruszenia także zasad bezpieczeństwa Facebook - „Standardów Społeczeństwa Facebooka", stanowiących część regulaminu i wymagających, aby przed opublikowaniem treści na Facebook użytkownik upewnił się, że posiada do tego prawo. Usługodawca prosi o respektowanie praw autorskich.

Warto zaznaczyć, iż zgodnie z treścią art. 2 ust. 4 Regulaminu Facebook, gdy użytkownik publikuje treści lub informacje, korzystając z ustawienia „Publiczne", zezwala on wszystkim, w tym osobom niebędącym użytkownikami Facebooka, na uzyskiwanie dostępu i wykorzystywanie informacji, a także wiązanie ich z użytkownikiem (tj. jego imieniem i nazwiskiem oraz zdęciem profilowym).

Sąd nie podzielił także poglądu reprezentowanego przez D. D. podług którego to udostępnianie linków do materiałów naruszających prawa autorskie, samo w sobie, nie jest naruszeniem, tychże. A contrario, prowadzenie profilu, zwłaszcza na tak popularnej stronie www, i umieszczanie na niej odnośników, stanowi o istocie rozpowszechniania treści pod nimi dostępnych. (…) Niezależnie od tego, czy spot zmontował i umieścił w sieci pozwany, czy też osoba trzecia, przez to, że D. D. umożliwił niepowołanej osobie wklejenie linku na swój profil, upowszechnił ów spot.

Zatem, należało uznać, iż po stronie D. D. doszło do działania, którym naruszył on osobiste prawa autorskie, przysługujące powodowi. Wszak wskutek zaniedbania albo celowego działania (którego nie sposób w ustalonym stanie faktycznym jednak przypisać) pozwanego doszło do wysoce skutecznego rozpowszechnienia niezgodnej z prawem autorskim treści. (…) Co więcej, z uwagi na treść rzeczonego klipu i atmosferę skandalu, generowanej skutecznie przez media, film, lub choćby informacje o jego zawartości dotarły także do osób niekorzystających z komputerów lub sieci www. Bez wątpienia, gdyby nie niedbałość D. D., sprawy nie przybrałyby takiego obrotu.

(...)

Poza sporem pozostaje jednak, iż pozwany skorzystał z naruszenia praw autorskich powoda w znaczeniu takim, że z osoby znanej tylko określonemu kręgowi zaangażowanych politycznie i społecznie osób (nieznanej w powszechnym rozumieniu) stał się postacią rozpoznawalną. To, że łączono go z obcesowym i przedmiotowym traktowaniem kobiet nie wyłącza ewidentnych korzyści, jakie w czasie wyborów niesie nagły i znaczny wzrost popularności, choćby tej o negatywnym oddźwięku. Niezależnie od tego jednak, nie sposób przypisać pozwanemu przesłanki świadomości korzystania ze szkody. Geneza rozgłosu dokonała się poza wiedzą pozwanego, a w każdym razie nie przedstawiono dowodów, które pozwalałyby na biegunowo odmienne ustalenia.

(...)

Sąd jest zdania, że sformułowanie „ogłoszenie w prasie”, zwłaszcza w kontekście rozwoju techniki i stale powiększającej się liczby nośników informacji, należy traktować możliwie szeroko. Zatem, strona w oparciu o art. 79 ust. 1 pkt 3b uopa może również żądać opublikowania stosownego oświadczenia w sieci www.

W uznaniu Sądu, słusznym będzie nakazanie pozwanemu opublikowania oświadczenia jedynie na profilu pozwanego, prowadzonym przez serwis społęcznościowy Facebook. Publikacja ta nie może przy tym pozostawiać wątpliwości co do osoby, która umieści ją na swojej stronie (profilu) dostępnym po wpisaniu stosownej ścieżki dostępu w oknie przeglądarki internetowej, a także co do przyczyn jej publikacji.
Niespornym było przy tym, że na chwilę obecną strona http://www.facebook.com/(...) nie istnieje (została usunięta). Nie stoi to jednak na przeszkodzie, aby oświadczenie D. D. w przedmiocie przeprosin D. G. zostało opublikowane na www.Facebook.com.

środa, 4 września 2013

Tajemnica przedsiębiorstwa a patent

Wśród instrumentów prawnych służących do ochrony własności intelektualnej w obrocie gospodarczym istotne miejsce zajmują patenty oraz tajemnice przedsiębiorstwa. Zakres takiej ochrony, czas jej trwania oraz przesłanki konieczne do jej uzyskania są różne, a wręcz wykluczające się. Patentem jest udzielenie czasowego monopolu na wykorzystywanie wynalazków w zamian za publikację zasad ich działania. Tajemnicą przedsiębiorstwa są informacje posiadające wartość gospodarczą dla przedsiębiorcy, które nie zostały ujawnione do wiadomości publicznej i zostały podjęte działania konieczne dla zachowania ich poufności. Dlatego konieczne jest czasem podejmowanie świadomiej decyzji – jaka ochrona będzie optymalna w danym przypadku oraz odpowiedź na pytanie podstawowe – czy ujawniać dane rozwiązanie.

Aby wynalazek uzyskał ochronę, musi spełniać trzy warunki. Być nowym (tj. nie stanowić części obecnego stanu techniki), posiadać poziom wynalazczy (tj. nie wynikać dla znawcy w sposób oczywisty ze stanu techniki) oraz nadawać się do przemysłowego stosowania (tj. według wynalazku może być uzyskiwany wytwór lub sam wynalazek może być wykorzystywany w jakiejkolwiek działalności przemysłowej, nie wykluczając rolnictwa).

Tajemnicą przedsiębiorstwa jest każda nieujawniona do wiadomości publicznej informacja techniczna, technologiczna lub organizacyjna przedsiębiorstwa, także jakiekolwiek inne informacje posiadające wartość gospodarczą. Warunkiem koniecznym jest jedynie podjęcie niezbędnych działań w celu zachowania takich informacji w poufności. Tajemnica przedsiębiorstwa obejmuje tym samym nieporównywalnie większy zakres wytwarzanej w obrocie gospodarczym własności intelektualnej. Pojawia się tutaj również podstawowa różnica pomiędzy tymi reżimami prawnymi.
Security Is Everybody’s Business, Graydon J. Gerber
Wikimedia Commons

Elementem koniecznym zgłoszenia wynalazku jest opis „ujawniający jego istotę”. Ochronę patentową można zatem uzyskać wyłącznie pod warunkiem ujawnienia tego, co ma być przedmiotem ochrony. Innymi słowy, przedmiot ochrony patentowej (przynajmniej co do swojej istoty) nie może być przedmiotem tajemnicy przedsiębiorstwa, ponieważ ta dla swojego powstania wymaga zachowania go w poufności.

Wspomniany warunek podjęcia działań w celu zachowania przedmiotu ochrony, który ma stanowić tajemnicę, w poufności, jest zarazem jedynym i wystarczającym warunkiem „formalnym” dla objęcia tajemnicy. W przypadku patentu, odkrycie wynalazku jest dopiero początkiem długiej drogi do jego uzyskania.

Porównując złożone, kosztowne i długotrwałe (średnio cztery lata od złożenia zgłoszenia do uzyskania patentu) postępowanie o udzielenie patentu z „formalnościami” koniecznymi do traktowania własności intelektualnej, jako tajemnicy przedsiębiorstwa, trzeba odpowiedzieć na pytanie – jakie korzyści przedstawia system patentowy.

W pierwszej kolejności, tajemnica przedsiębiorstwa musi być faktycznie chroniona i utrzymywana w poufności, aby była skuteczna. Jakkolwiek naruszenie tajemnicy daje możliwość wysuwania roszczeń wobec naruszającego, to udowodnienie takiego postępowania, stanowiącego nieuczciwą konkurencję, może być utrudnione. Ponadto, tajemnica chroni przed naruszeniami, ale nie stanowi przeszkody dla innych przedsiębiorców, żeby podejmowali własne kroki w celu wytworzenia chronionej wartości. Patent tymczasem stanowi swoisty monopol – nawet jeśli konkurent posiada środki techniczne i finansowe do stworzenia wynalazku, to jeśli nastąpi to po dokonaniu zgłoszenia patentowego, nie będzie on uprawniony do jego wykorzystywania w obrocie przez 20 lat od zgłoszenia. Ponadto, choć tajemnica przedsiębiorstwa również może stanowić przedmiot obrotu gospodarczego, to z pewnością patent – jako prawo ściśle sprecyzowane wnioskiem patentowym – daje większą pewność obrotu. Co więcej, z mocy prawa podlega dziedziczeniu.
Jak zostało powiedziane wyżej, ochronę patentową może uzyskać wyłącznie wynalazek, który posiada zdolność patentową – co zdecydowanie ogranicza zakres własności intelektualnej, mogącej być przedmiotem ochrony. Ustawa wprost wyłącza zdolność patentową między innymi:
  1. odkryć, teorii naukowych i metod matematycznych;
  2. planów, zasad i metod dotyczących działalności umysłowej lub gospodarczej oraz gier;
  3. programów do maszyn cyfrowych;
  4. przedstawienia informacji.
Wytworzona wiedza przybierająca postać wyżej wymienionych musi być więc chroniona w inny sposób, z których najprostszym, zaraz po ochronie prawnoautorskiej, jest ochrona tajemnicy przedsiębiorstwa.

Powyższy artykuł został oparty na fragmencie wygłoszonego przeze mnie wykładu "Patenty a tajemnica przedsiębiorstwa - co jest bardziej efektywne w ochronie produktu na rynku?" podczas LXI edycji seminarium w cyklu Akademia Prawa Komputerowego - Tajemnice Firmowe i nieuczciwa konkurencja. Aspekty prawne i organizacyjne. 27 sierpnia 2013 roku w Centrum Promocji Informatyki w Warszawie