środa, 24 kwietnia 2013

Patenty a tajemnica przedsiębiorstwa


Podstawowym założeniem systemu patentowego jest udzielanie czasowego monopolu na wykorzystywanie wynalazków w zamian za publikację zasad ich działania, co oznacza możliwość wykorzystywania już wytworzonej i ujawnionej wiedzy przez innych[1]. Dynamiczny rozwój techniki, globalizacja handlu oraz uznanie praw własności intelektualnej jako istotnych praw w portfelach podmiotów gospodarczych poddają jednak w wątpliwość sens takiego uzasadnienia, jak również prowokują pytania o przyszłość.

Czas życia technologii jest krótszy i bardziej dynamiczny. Telefon potrzebował 50 lat, aby znaleźć zastosowanie u 25% Amerykanów. Telefon komórkowy taki stopień nasycenia rynku osiągnął już po 7 latach[2]. Jednocześnie czas udzielenia patentu od chwili jego zgłoszenia i publikacji zajmuje średnio 4 lata[3]. Koncerny prowadzą „wojny patentowe”, polegające na próbach blokowania konkurencji na rynku pod zarzutem naruszania praw wyłącznych. Szacuje się, że 90-98% pozwów o naruszenie patentu nie dotyczy sytuacji wprowadzania skopiowanego wynalazku na rynek, ale kierowanych jest przeciwko wynalazcom, którzy wynalazek chcą dopiero opatentować[4].

Jednocześnie 9 z 10 podmiotów starających się o ochronę patentową to małe i średnie przedsiębiorstwa[5]. Ze względu na trudności w lokalizowaniu naruszeń patentów, jak i mając na uwadze potencjalne koszty postępowań sądowych, niewielka część z nich decyduje się korzystać aktywnie z przysługującej im ochrony patentowej.

Posiadacze wynalazków, których badanie nie prowadzi do poznania zasady ich działania, już teraz decydują się na ich ochronę nie poprzez patenty, a traktując je jako tajemnicę handlową[6]. Wzrost ryzyka związany z ujawnianiem wynalazków oraz niska przydatność patentów do efektywnego wykorzystania produktu na rynku będą nasilały te tendencje. Oznacza to zaprzeczenie idei systemu patentowego, jako systemu pomnażającego wiedzę społeczeństw, a w konsekwencji – ograniczenie dostępności tej wiedzy.


Abstrakt powyższy był podstawą wystąpienia pt. "Czy system patentowy czyni(ł) nas mądrzejszymi? Patenty a tajemnica przedsiębiorstwa w rozwoju wiedzy" na konferencji "Wymiary wiedzy w nowych technologiach".



[1] T. Hart, L. Fazzani, Intellectual property law, Basingstoke, Nowy Jork 2000, s. 9.
[2] Scenarios for the future, Europejski Urząd Patentowy, Monachium 2007, s. 28.
[3] M. A. Lemley, The myth of the sole inventor, Michigan Law Review, marzec 2012, s. 719.
[4] Tamże, s.713.
[5] Scenarios …, s. 38.
[6] The myth…, s. 747.

środa, 10 kwietnia 2013

Nawet młody internauta nie może kogoś zbluzgać bezkarnie


Przy okazji omawiania wyroku, w którym Sąd Najwyższy uznał, że krytyka osoby wykonującej wolny zawód może być szersza, tym bardziej jeśli prowadzona jest w internecie, którego specyfika przemawia za krótką (często dosadną i niesprawiedliwą) krytyką, natrafiłem na interesujący wyrok sprzed roku.

W wyroku z dnia 8 marca 2012 r. (sygn. V CSK 109/11) Sąd Najwyższy potwierdził, że:
ochrona dóbr osobistych osoby uczestniczącej w wymianie poglądów na forum internetowym nie jest wyłączona, jeżeli kierowane przeciwko niej wypowiedzi nie mieszczą się w dopuszczalnej formule dyskusji.
Teza nie jest oryginalna i mieści się także w ogólnym odczuciu sprawiedliwości, tzn. każdy się chyba zgodzi, że nie można obrażać innych na forum publicznym i bez znaczenia, czy jest to forum internetowe. Intrygujące są natomiast przytoczone wywody sądów niższych instancji. Osoby, które chciałyby bronić swojego dobrego imienia przed obelgami w internecie, powinny się z nimi zapoznać i przygotować na to, że niekoniecznie uzyskają ochronę (przynajmniej na podstawie zarzutu o naruszenie dóbr osobistych). Miejmy nadzieję, że przywoływany tu wyrok Sądu Najwyższego „się przyjmie” i ten tok rozumowania będzie wykorzystywany w procesach.

    Illustration of Walter Stenström's The boy and the trolls or The Adventure in childrens' anthology Among pixies and trolls, a collection of childrens' stories, 1915
Wikimedia Commons

A sprawa wyglądała tak. Na portalu Nasza Klasa toczyła się dyskusja o odbytej manifie przeciwko przemocy wobec kobiet. Andrzej, późniejszy powód, trafił na nią przypadkowo i postanowił się włączyć, przedstawiając nieakceptowane przez pozostałych dyskutantów poglądy i opinie. Niektórzy z nich odbierali je jako obraźliwe, ale były one pozbawione wulgaryzmów. W ferworze ostrej dyskusji powód zagroził pozostałym osobom, że wystąpi do sądu z pozwem o naruszenie jego dóbr osobistych. Większość zaprzestała odnosić się do powoda w ogóle, ale późniejszy pozwany zwrócił się do niego słowami:
Andrzej, wyp…j z forum
Andrzej B. ssie
a po zawiadomieniu pozwanego przez powoda o skierowaniu pozwu:
 Andrzejku mój najdroższy. Mój precelku. Moja schizofrenio …Mam wy...ane na to co wygłaszasz. Zadośćuczynienie? To k…a jedynie może przed Bogiem się doczekasz.
Jak zawyrokował sąd okręgowy? Ocenił, że nie doszło do naruszenia dóbr osobistych, przyznając jednocześnie, że zachowanie pozwanego było „niewątpliwie naganne z moralnego punktu widzenia.”, ale:
o naruszeniu dóbr osobistych nie decyduje subiektywne odczucie konkretnej osoby, lecz obiektywna ocena reakcji, jaką dana informacja wywołuje u odbiorcy. Żadne ze sformułowań pozwanego nie zawiera elementów ocennych, które mogłyby poniżyć powoda w oczach osób trzecich. Uczestnikami dyskusji na forum byli ludzie młodzi, przeważnie studenci, choć dostęp do dyskusji otwarto dla nieograniczonej liczby osób. W gwarze studenckiej, a także w dyskusjach wśród młodzieży często występują wulgaryzmy – choć nie jest to stan pożądany – dla podkreślenia stanu emocjonalnego lub ostrości wypowiedzi.
(…)
Sąd Okręgowy uznał, że powód włączając się w dyskusję młodzieżową, która w jego ocenie daleko odbiegała od jego oczekiwań pod względem poziomu, a następnie wygłaszając teorie i poglądy kontrowersyjne, powinien być przygotowany na reakcję obronną, właściwą młodym ludziom uczestniczącym w forum internetowym. Zdaniem Sądu, wypowiedzi pozwanego, zawierające wulgarne sformułowania, nie miały na celu ani poniżenie powoda, ani naruszenie jego czci lub dobrego imienia, lecz miały wyrazić dezaprobatę dla treści, które powód wypowiadał w ramach dyskusji. Tak przyjęli to pozostali uczestnicy dyskusji. Intencją powoda było podniesienie poziomu kultury na forach internetowych, a tego celu nie można osiągnąć przez włączanie się do dyskusji i wskazywanie na cel wychowawczy własnego udziału w dyskusji.”
Niestety, sąd nie wskazał właściwych metod „podnoszenia poziomu kultury w internecie”. Nie do końca jest też jasne odrzucanie subiektywnego odczucia osoby, której dobra osobiste w jej przekonaniu są naruszane (co jest zresztą bezdyskusyjne – w ten sposób oceniane są naruszenia) i zastępowanie ich… subiektywnymi odczuciami wąskiej grupy społecznej („dyskusja młodzieżowa”; ale przecież nie wszystka młodzież tak rozmawia, może nawet zdecydowana mniejszość).

Rozumowanie to podzielił sąd apelacyjny, potwierdzając że:
użycie wulgaryzmów przez pozwanego nie miało na celu poniżenia powoda w oczach uczestników dyskusji, ale wyrażenie w ten prosty, choć niewątpliwie niewłaściwy sposób, jego dezaprobaty wobec wypowiadanych przez powoda treści. Systematyczny udział w internetowych forach dyskusyjnych uzasadnia zaliczenie dyskutanta do osób, które uczestniczą w życiu publicznym i nie jest działaniem bezprawnym dokonywanie ocen zachowań i wypowiedzi osób publicznych, jeżeli oceny te nie wykraczają poza akceptowane społecznie standardy.
Szczególnie rozszerzenie pojęcia „osoba publiczna” na każdego, kto korzysta z forum internetowych do wygłaszania własnych opinii („publicznie”) jest chybione. W ten sposób granice krytyki – szersze w przypadku osób publicznych – zostałyby przesunięte w taki sposób, że obejmowałyby większość społeczeństwa, a jest to przecież wyjątek od reguły.

Ciekawe stwierdzenie dotyczyło też „natury internetu”:
język internautów, co jest powszechnie znane, jest dosadny, skrótowy oraz często odbiega od standardów komunikacji, jakie obowiązują w społeczeństwie. Sprawia to, że także wulgaryzmy, które służą podkreśleniu ekspresji wypowiedzi, są akceptowane i powszechnie używane.
Nie wiem jaką wartość socjologiczną ma wyodrębnianie dzisiaj grupy społecznej „internautów” (obejmującej także ministra spraw zagranicznych, prezydenta i papieża), ale przypuszczam, że nikłą. W „moim” (i pewnie wyżej wymienionych) internecie wulgaryzmy są spotykane rzadko i w większości przypadków nieakceptowane.

Niestety, dopiero Sąd Najwyższy przyznał – wydawałoby się, że w oczywistej sprawie – rację powodowi. Przypomniał on, że ocena zniesławiającego charakteru wypowiedzi nie może być dokonywana według subiektywnej, indywidualnej wrażliwości osoby, która czuje się nią dotknięta, lecz według kryterium obiektywnego, uwzględniającego reakcje przeciętnego, rozsądnego człowieka nie zaś stosunkowo wąskiej grupy społecznej. Częściowo przyznał natomiast Sąd Najwyższy rację, że internet rządzi się własnymi prawami:
Osoba prywatna angażująca się do dyskusji na forum internetowym z udziałem określonego, ale otwartego kręgu osób, prezentując w rzeczowy i kulturalny sposób swoje, nawet kontrowersyjne poglądy, musi wprawdzie liczyć się z negatywną i nawet ostrą, przesadzoną oceną internautów, wyrażających własne stanowisko, jednak i na tym forum osoba ta nie może być pozbawiona ochrony wobec wypowiedzi naruszających jej godność lub dobre imię, które nie mieszczą się w dopuszczalnej formule tej dyskusji.
Co ważne, przychylił się do stwierdzenia, że „aktywny uczestnik forów internetowych, będąc osobą znaną i rozpoznawalną w tej społeczności, jest w tym znaczeniu i dla tego środowiska osobą publiczną”. W szczególności osoby zajmujące się tzw. trollingiem, powinny zatem mieć na uwadze, że krytyka która na nich spada, w świetle prawa może być ostrzejsza, a ich działania mogą spotkać się z represjami natury prawnej.

wtorek, 2 kwietnia 2013

O prawniku na forum można napisać więcej

Sąd Najwyższy w dniu 18 stycznia 2013 roku wydał ciekawy wyrok w sprawie o sygnaturze IV CSK 270/12. Teza, że „charakter polemik na forach internetowych uzasadnia większe przyzwolenie na ostrzejsze i przejaskrawione opinie”, także w przypadku zawodów zaufania publicznego, komentowana była na łamach prasy papierowej oraz w internecie. Poniżej przedstawiam stan faktyczny oraz szersze wyjątki z uzasadnienia, które uzyskałem z Sądu Najwyższego.

Zaprezentowane w uzasadnieniu tezy Sądu mogą znaleźć zastosowanie w innych sprawach dotyczących zniesławienia w internecie. Kluczowym przepisem umożliwiającym ściganie naruszeń dóbr osobistych oraz usuwanie takich treści jest art. 14 ust. 1 ustawy  o świadczeniu usług drogą elektroniczną: 
Nie ponosi odpowiedzialności za przechowywane dane ten, kto udostępniając zasoby systemu teleinformatycznego w celu przechowywania danych przez usługobiorcę, nie wie o bezprawnym charakterze danych lub związanej z nimi działalności, a w razie otrzymania urzędowego zawiadomienia lub uzyskania wiarygodnej wiadomości o bezprawnym charakterze danych lub związanej z nimi działalności niezwłocznie uniemożliwi dostęp do tych danych.
Sprawa dotyczyła adwokata, który żądał m.in. usunięcia wpisów z forum internetowego serwisu katalogującego kancelarie prawnicze, jak również zobowiązania do niezamieszczania w jakiejkolwiek formie i treści wpisów i opinii jego dotyczących. Powództwo adwokata zostało wcześniej oddalone przez sądy obu instancji (a 18 stycznia 2013 roku los ten podzieliła skarga kasacyjna).
Rekonstrukcja Forum Romanum, Giuseppe Galli Bibiena, 1706 - 1756
www.rijksmuseum.nl

Serwis pozwanego to katalog prawników świadczących swoje usługi na terenie Polski. Umożliwia także zamieszczanie komentarzy o nich, jak również dokonywanie ocen - od "najlepszego" do "najgorszego". Na podstronie dotyczącej powoda znalazł się wpis o treści: "Odradzam tego adwokata. Kompletnie nie zna się na tym, co robi. Niepoukładany i niekompetentny" wraz oceną "bardzo słaby". W związku z tym, adwokat zwrócił się do serwisu o udostępnienie danych osobowych autora wpisu, lecz spotkał się z odmową uargumentowaną tym, że "wpis ten nie narusza dóbr osobistych powoda, ani nie jest bezprawny", które to stanowisko pozwany prezentował do końca - i co podzielił Sąd Najwyższy.

Sąd rozpatrzył m. in. zarzut naruszenia dóbr osobistych adwokata (art. 23 i 24 Kodeksu cywilnego) oraz art. 14 ust. 1-4 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, stwierdzając że:
ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną nie reguluje podstaw odpowiedzialności usługodawców, lecz jedynie określa przesłanki, których spełnienie zwalnia ich od odpowiedzialności. (...) Podjęcie w sprawie rozważań na temat ewentualnej odpowiedzialności pozwanego jako prowadzącego stronę internetową stałoby się celowe dopiero po ustaleniu, że doszło do bezprawnego naruszenia dóbr osobistych powoda. 
W pierwszej kolejności Sąd rozpatrzył zatem, czy w ogóle doszło do naruszenia dóbr osobistych powoda - adwokata. Te właśnie rozważania okazały się najciekawsze, ponieważ odnoszą się bezpośrednio do rzeczywistości wirtualnej oraz opinii wygłaszanych w internecie. Co ważne, Sąd Najwyższy wyraźnie podkreślił, że przywołany wyżej wpis na forum internetowym narusza dobra osobiste prowadzącego działalność gospodarczą adwokata - jego godności, dobrego imienia, reputacji. Wskazał przy tym, że kryteria oceny naruszenia dóbr osobistych:
odwołanie się do obiektywnych, a więc kształtowanych przez opinie ludzi rozsądnie i uczciwie myślących, kryteriów naruszenia dóbr osobistych nie oznacza, że decydujące znaczenie ma reakcja, jaką dane zachowanie wywołuje w społeczeństwie, gdyż nie reakcja jest tu ważna, ale opinia występująca w społeczeństwie (por. wyroki Sądu Najwyższego z dnia 11 marca 1997 r., III CKN 33/97; z dnia 18 czerwca 2009 r., II CSK 58/09; z dnia 29 października 2010 r., V CSK 19/10).
Sąd Najwyższy potwierdził jednakże wywody sądów niższych instancji, że zaszły w tym przypadku okoliczności wyłączające bezprawność działań (kontratyp), ponieważ były one podjęte w obronie uzasadnionego interesu (inaczej – jako działanie realizujące przeważający interes) społecznego lub indywidualnego (prywatnego), którym jest w tym przypadku wolność wypowiedzi. Na tej podstawie Sąd Najwyższy sformułował zasadniczą tezę wyroku:
Jeżeli [powód] wykonuje zawód publicznego zaufania, [to] nie może żądać milczenia i powstrzymania się od wyrażania ocen przez osoby zainteresowane, musi godzić się na poddanie swojej aktywności jawnej krytyce. Tak należy rozumieć znaczenie wyeksponowanego przez Sąd faktu, że podejmując działalność publiczną powód poddał się ocenie i reakcji opinii publicznej.
Znalazło się tu zatem kluczowe założenie, że wykonujący zawód zaufania publicznego wykonuje działalność publiczną, a co za tym idzie - swoboda opinii i krytyki takiej osoby jest zdecydowanie poszerzona. Zasadne jest przy tym pytanie, czy argument ten może zostać użyty przeciwko wszelkim osobom wykonującym działalność gospodarczą - choćby z uwagi na bardzo szerokie grono osób wykonujących zawód zaufania publicznego. Z pewnością takie próby w ramach sporów sądowych będą się pojawiać.

Istotne okazało się też miejsce, w którym doszło według powoda do naruszenia jego dóbr osobistych, tj. na forum internetowym:
Właściwości takiego dyskursu i charakter jego ekspresji uzasadniają większe, niż przeciętne, przyzwolenie na ostrzejsze, często skrótowe, dobitne i przejaskrawione opinie, co oczywiście nie usuwa potrzeby udzielania ochrony przed naruszeniami dóbr osobistych przez wypowiedzi nie mieszczące się w dopuszczalnej formule, do których nader często w tym dyskursie dochodzi (por. wyroki Sądu Najwyższego z dnia 8 lipca 2011 r., IV CSK 665/10; z dnia 8 marca 2012 r., V CSK 109/11). Specyfika tego forum polega przede wszystkim na stworzeniu szerokiej możliwości otwartej oraz nieskrępowanej wymiany poglądów i ocen. Gdy chodzi o oceny, są one obecnie w Internecie tak rozpowszechnione, że dotyczą wszystkich przejawów życia społecznego i możliwych sfer działalności - poczynając od politycznej, przez społeczną, artystyczną, zawodową, do gospodarczej. Swoboda wypowiadania opinii, której znaczenie we współczesnym społeczeństwie ma – pomimo związanych z nią zagrożeń - niezaprzeczalną wartość, uzasadnia powoływanie się na realizację ważnego interesu publicznego lub prywatnego.
Adwokat w swojej skardze podnosił również, że opinia nie miała charakteru ocennego, ale była stwierdzeniem faktu (w domyśle - fałszywego). Szczególnie w odniesieniu do fragmentu "kompletnie nie zna się na tym, co robi", może być dyskusyjne - a w przypadku osoby prowadzącej działalność gospodarczą - kluczowe.
Dla oceny, czy wypowiedź krytyczna mieści się w granicach chronionych zasadą wolności wypowiedzi jest konieczne jej zakwalifikowanie jako wypowiedzi o faktach lub wypowiedzi ocennej (opinii), chociaż w praktyce rzadko dana wypowiedź przybiera taką jednoznaczną, „czystą” postać. Najczęściej występują w niej - w różnym natężeniu – elementy faktyczne i ocenne (...). W takich wypadkach należy zbadać, czy w wypowiedzi można wyodrębnić elementy poddające się testowi według kryterium prawda/fałsz, po czym – konsekwentnie – test taki przeprowadzić.
Sąd posiłował się się przy tym orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (wyrok z dnia 27 maja 2001 r. w sprawie Jerusalem v. Austria, 26958/95; z dnia 12 lipca 2001 r. w sprawie Feldek v. Słowacja, 29032/95; z dnia 28 sierpnia 1992 r., Schwabe v. Austria, 13704/88), które to orzeczenia posługiwały się testem "czy fakty na podstawie których skarżący sformułował swoją ocenę były zasadniczo prawdziwe", tzn. "czy istniała wystarczająca podstawa faktyczna".

Powołując się na te orzeczenia należy jednak mieć na względzie, że wypowiedzi, których dotyczyły te orzeczenia, obejmowały stwierdzenie, że określone organizacje „są sektami o charakterze totalitarnym” (Jerusalem v. Austria), że opisana osoba publiczna ma „faszystowską przeszłość” (Feldek v. Słowacja) albo oceny moralnych kwalifikacji polityków do pełnienia ich funkcji, której elementem było przypomnienie wypadków drogowych przez nich spowodowanych, i ich okoliczności (Schwabee v. Austria). Jak widać, powołane orzeczenia dotyczyły opinii zawierających w sobie sugestię co do zniesławiających, a nadających się do ustalenia, faktów. Według sądu, przytoczona opinia przechodzi taki test pomyślnie, ponieważ:
nie poddaje się obiektywnej weryfikacji i może być rozumiana wyłącznie jako subiektywny punkt widzenia jej autora, i taki też należy założyć jej odbiór przez rozsądnie myślących czytelników strony internetowej, otwartej właśnie dla swobodnego wyrażania takich opinii. (...) Analiza danej wypowiedzi następuje zawsze w konkretnym kontekście sytuacyjnym, w jakim została rozpowszechniona. To natomiast, czy jest „sprawiedliwa”, zasadna i wyrażona rozważnie, nie zmienia jej kwalifikacji jako opinii, a fakt, że wypowiedź ocenna ma wpływ na kształtowanie opinii innych ludzi, nie pozbawia autora ochrony wynikającej z prawa do swobodnego wyrażania poglądów i wolności wypowiedzi.
Genialny lekarz, czy lekarz przestępca?
Kino-Teatr "Casino", Wilno
Mazowiecka Biblioteka Cyfrowa

Przytoczony wyżej w obszernych fragmentach wyrok Sądu Najwyższego z dnia 18 stycznia 2013 roku będzie z pewnością często przywoływany w odmownych odpowiedziach usługodawców e-usług na żądania usunięcia negatywnych komentarzy z prowadzonych przez siebie serwisów. Istotne, że granica dopuszczalnej krytyki została zakreślona nieco dalej w stosunku do osób wykonujących zawody zaufania publicznego (co, nota bene, prowadzić będzie do ograniczenia tego zaufania). Rodzić to może dodatkowe problemy, ponieważ nie ma katalogu takich zawodów.

Ich istnienie przewiduje Konsytucja RP w art. 17:
W drodze ustawy można tworzyć samorządy zawodowe, reprezentujące osoby wykonujące zawody zaufania publicznego i sprawujące pieczę nad należytym wykonywaniem tych zawodów w granicach interesu publicznego i dla jego ochrony.
Pośrednio posługuje się takim katalogiem Kodeks spółek handlowych wskazując, kto może prowadzić spółkę partnerską (przeznaczoną w zamyśle dla "wolnych zawodów") w art. 88:
Partnerami w spółce partnerskiej mogą być osoby uprawnione do wykonywania następujących zawodów: adwokata, aptekarza, architekta, inżyniera budownictwa, biegłego rewidenta, brokera ubezpieczeniowego, doradcy podatkowego, maklera papierów wartościowych, doradcy inwestycyjnego, księgowego, lekarza, lekarza dentysty, lekarza weterynarii, notariusza, pielęgniarki, położnej, radcy prawnego, rzecznika patentowego, rzeczoznawcy majątkowego i tłumacza przysięgłego.
Można też przyjąć, że są zawody zaufania publicznego, ponieważ są takimi w powszechnym odczuciu większości społeczeństwa - np. dziennikarze.

Jest to zatem grono bardzo liczne i bez wyraźnie określonej definicji. Wszystkie te osoby powinny spodziewać się, że walka z naruszeniami dóbr osobistych w internecie będzie dla nich utrudniona.