czwartek, 21 lutego 2013

Know-how w przepisach podatkowych

Minister Finansów przekazał do  konsultacji społecznych propozycję zmiany w ustawie o podatku dochodowym od osób prawnych (CIT), która wprowadza możliwość przekazywania 1% podatku na rzecz najlepszych jednostek naukowych. Zmiana miałaby wejść w życie już w 2014 roku i dotyczyć dochodów z roku bieżącego. Pozostaje życzyć zatem - pomimo kiepskiej koniunktury - wysokich dochodów i niskich transferów do spółek-matek za granicą.

O tym, że jest to właściwy kierunek świadczą choćby wyniki lutowego opracowania przygotowanego przez Erste Group. Przedstawione wnioski brzmią w skrócie tak - choć państwa Europy Środkowej i Wschodniej rozwijają się szybciej, niż kraje Europy Zachodniej, to aby utrzymać wzrost konieczne jest przestawienie gospodarki na branże bardziej innowacyjne i korzystające z zasobów wiedzy. Poniższe wykresy pochodzące z tego opracowania pokazują wyraźnie, że choć w "naszej lidze" radzimy sobie całkiem nieźle, to na tle państw zachodnich pozostaje jeszcze wiele do nadrobienia.


Jednocześnie projekt zmian w podatku CIT (i PIT) wprowadza kilka ciekawych definicji, w tym "komercjalizowaną własność intelektualną", w której ramach mieści się "know-how". Jest to bodaj pierwsza próba zdefiniowania pojęcia know-how, choć jest to zwrot używany powszechnie w finansach, zarządzaniu, a nawet prawie. Według projektu ma to być:

udokumentowana wiedza (informacje) nadająca się do wykorzystania w działalności przemysłowej, naukowej lub handlowej, co do której zostały podjęte środki w celu zachowania ich poufności

 Ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji posługuje się pojęciem "tajemnicy przedsiębiorstwa", przez które rozumie:

nieujawnione do wiadomości publicznej informacje techniczne, technologiczne, organizacyjne przedsiębiorstwa lub inne informacje posiadające wartość gospodarczą, co do których przedsiębiorca podjął niezbędne działania w celu zachowania ich poufności
Najważniejszą różnicą jest włączenie do know-how informacji wykorzystywanych w działalności naukowej. Oznacza to, że za know-how należy rozumieć także np. konspekt pracy doktorskiej czy szkic eseju naukowego, a nawet zbiór fiszek - o ile oczywiście posiadacz dołożył starań, aby były zachowane w poufności.

Definicja ta będzie mogła służyć pomocniczo w rozstrzyganiu sporów na tle prawa konkurencji. Ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji wśród czynów nieuczciwej konkurencji wymienia w art. 11:

przekazanie, ujawnienie lub wykorzystanie cudzych informacji stanowiących tajemnicę przedsiębiorstwa albo ich nabycie od osoby nieuprawnionej, jeżeli zagraża lub narusza interes przedsiębiorcy

Zastosowanie znajdzie także w sprawach pracowniczych. Przepis dot. nieuczciwej konkurencji stosuje się bowiem również do "osoby, która świadczyła pracę na podstawie stosunku pracy lub innego stosunku prawnego - przez okres trzech lat od jego ustania, chyba że umowa stanowi inaczej albo ustał stan tajemnicy." Bezpośrednio związany jest z tym przepisem art. 100 Kodeksu pracy, wymieniający podstawowe obowiązki pracownika, wśród których jest "dbanie o dobro zakładu pracy, ochrona jego mienia oraz zachowanie w tajemnicy informacji, których ujawnienie mogłoby narazić pracodawcę na szkodę".

sobota, 16 lutego 2013

®ooibos, herbata zastrzeżona


Czy Francuzi będą pili herbatę rooibos wyłącznie od jednego sprzedawcy? Z końcem zeszłego roku francuska spółka złożyła wniosek zmierzający do zastrzeżenia znaku towarowego „rooibos” w odniesieniu do napojów. Jeśli się jej to uda, ma duże szanse zmonopolizować rynek tej herbaty we Francji.

Rooibos jest nazwą rosnącego w RPA krzewu (Aspalathus linearis), którego liście po ususzeniu stanowią podstawę popularnego napoju przypominającego czerwoną herbatę (choć z krzewami herbacianymi nie ma akurat nic wspólnego). Znany w południowej Afryce od wieków, do Europy trafił na początku XX wieku, aby w ostatnich latach stać się szczególnie popularny.

W zeszłym roku francuska spółka postanowiła zastrzec słowny znak towarowy „rooibos” w odniesieniu do napojów. Wnioskodawca stwierdził przy tym, że nie ma przeszkód aby udzielić mu takiej ochrony, ponieważ „rooibos” nie jest chroniona na terenie RPA. Tymczasem, art. 23 TRIPS (Porozumienia w sprawie handlowych aspektów praw własności intelektualnej) – międzynarodowej umowy, której członkiem jest i RPA, i Francja, stwierdza:

[Państwo będące stroną niniejszej umowy] odmówi z urzędu rejestracji, jeżeli pozwala na to jego ustawodawstwo lub na wniosek zainteresowanej strony, lub unieważni rejestrację znaku towarowego, który zawiera lub składa się z oznaczenia geograficznego, odnoszącego się do towarów pochodzących z obszaru wskazanego przez takie oznaczenie, jeżeli używanie oznaczenia w znaku towarowym dla takich towarów na terytorium [państwa] wprowadza w błąd odbiorców co do prawdziwego miejsca pochodzenia.

Inaczej mówiąc, ponieważ rooibos jest rośliną, która jest silnie związana z RPA, ten kraj powinien zadbać o zastrzeżenie nazwy we własnym systemie prawnym, jako oznaczenia geograficznego. Wówczas w innych państwach-stronach porozumienia TRIPS niemożliwe byłoby zastrzeżenie „rooibos” jako znaku towarowego. Niestety, pomimo prób podejmowanych od wielu lat, do tej pory żadna nie zakończyła się sukcesem – co może dziwić, pamiętając że eksport tej herbaty jest ważną częścią tamtejszej gospodarki.

Herbata od Adamowicza
Brody, Radziwiłłow

Co ciekawe, nie jest to pierwsza próba zastrzeżenia nazwy „rooibos”. W 1994  roku – skutecznie – zastrzegł ją amerykański importer Burke International. Nie spodobało się to oczywiście innym importerom i sprzedawcom tej herbaty. Zrzeszeni w American Herbal Products Association, przy współudziale południowoafrykańskich eksporterów, rozpoczęli batalię prawną, która w 2005 roku doprowadziła do unieważnienia znaku, a dokładniej – 24 czerwca 2005 roku Burke International „z własnej inicjatywy” zrezygnował z ochrony.

Czy w Polsce zastrzeżenie znaku towarowego „rooibos” byłoby możliwe? Według mnie – nie. Art. 129 Prawa własności przemysłowej stwierdza, że:

Nie udziela się praw ochronnych na oznaczenia, które nie mają dostatecznych znamion odróżniających, [tzn.] które:
 1)  nie nadają się do odróżniania w obrocie towarów, dla których zostały zgłoszone;
 2)  składają się wyłącznie z elementów mogących służyć w obrocie do wskazania w szczególności rodzaju towaru, jego pochodzenia, jakości, ilości, wartości, przeznaczenia, sposobu wytwarzania, składu, funkcji lub przydatności;
 3)  weszły do języka potocznego lub są zwyczajowo używane w uczciwych i utrwalonych praktykach handlowych.

Pomijając nawet "uczciwe i utrwalone praktyki handlowe", Słownik języka polskiego PWN pod hasłem „rooibos” mówi  o:

rooibos [wym. rojbas]
1. «wysoki krzew o żółtych kwiatach i liściach przypominających igły sosnowe, rosnący w Afryce»2. «liście tej rośliny, z których uzyskuje się czerwonawy, aromatyczny napar; też: ten napar»

Tak samo zatem, jak nie można zastrzec znaku „cytryna” dla cytryn, tak nie będzie można zastrzec znaku „rooibos” dla rooibosa. Co ciekawe, francuska edycja encyklopedii Larousse takiego hasła nie zna, pewnie z wrodzonej niechęci Francuzów do zwrotów obcojęzycznych. W tym przypadku może to oznaczać, że Francuzi będą mieli ograniczony wybór herbat.