wtorek, 8 stycznia 2013

Lizaki COCK SUCKER ®

W Niemczech przed świętami rozegrał się pierwszy etap wojny patentowej na rynku słodyczy, a w tym samym czasie w USA ta sama branża żyła historią... lizaków COCK SUCKER.

Historia swój początek ma w roku 1979, kiedy to Marsha Fox rozpoczęła sprzedaż czekoladowych lizaków w kształcie koguta, którym nadała intrygującą nazwę Cock Sucker. Nazwę tę można tłumaczyć dwojako. Z jednej strony, "cock" można tłumaczyć jako "kogut", a "sucker" jako "lizak". W tym przypadku nazwa byłaby raczej nudna i opisywała po prostu produkt. Z drugiej jednak strony - co znawcy wulgarnej angielszczyzny zdążyli już zauważyć - "cock" jest wulgarną nazwą dla "penisa", a "sucker" oznacza też osobę wykonującą czynność ssania (ale także "frajera"). Natomiast słowo "cocksucker" jest wulgarnym określeniem osoby wykonującej fellatio i jest używane również jako wyzwisko.

Biznes związany ze sprzedażą lizaków szedł Marshy Fox tak dobrze, że postanowiła ona w 2001 roku zarejestrować nazwę handlową "Cock Sucker", jako znak towarowy dla wyrobów cukierniczych. Znak miał mieć postać słowno-graficzną i składać się z nazwy oraz wizerunku koguta. Zgłaszająca znak zwracała uwagę, że sprzedaż lizaków odbywa się w sklepach spożywczych, przy wykorzystaniu motywów wystawowych w postaci ferm kurzych i koszyków z jajkami, co miało wywoływać skojarzenia z wiejskim charakterem okolicy, w której lizaki są dostępne w sprzedaży. Co więcej, drużyny sportowe okolicznych szkół - University of South Carolina i Jacksonville State University - wykorzystują motyw koguta, jako maskotki Gamecock.

Argumenty te nie przekonały eksperta z amerykańskiego urzędu patentowego, który uznał że znak towarowy zawiera określenie niemoralne i skandalizujące, a co za tym idzie, nie powinien on uzyskać ochrony prawnej. W trakcie prowadzonej od tego czasu dyskusji w kolejnych pismach obu stron, eksperci nie przystali także na argumentację, że wykorzystanie znaku w konkretnym kontekście i produkcie nie pozwala na skojarzenie określenia "Cock Sucker" z wulgarnym "cocksucker" i dla każdego konsumenta będzie czytelne, że chodzi o lizaka w kształcie koguta. Jak podnosiła zainteresowana, gdyby taką nazwę nadała swetrom, rzeczywiście byłoby to niemoralne. W jej przypadku, nazwa odzwierciedla tylko rzeczywisty produkt. Uznano jednak, że wydźwięk tych dwóch słów ma tak silne konotacje z ich wulgarnym rozumieniem, że nawet wykorzystanie nazwy przy produkcji słodyczy w postaci kogutów, nie pozbawia jej wulgarności. Do tej argumentacji przychylił się ostatecznie sąd odwoławczy.


Niedoszły znak towarowy dla lizaków w kształcie koguta

Czy taki znak mógłby być zarejestrowany w Polsce? Art. 131 ustawy Prawo własności przemysłowej mówi, że "nie udziela się praw ochronnych na oznaczenia, które są sprzeczne z porządkiem publicznym lub dobrymi obyczajami". Podobnie zatem jak w Stanach Zjednoczonych, konieczna byłaby ocena konkretnego przypadku. Prawdopodobnie, gdyby znak miał być tak czytelny, jak w angielskim jest słowo "cocksucker", do rejestracji by nie doszło. Tym bardziej, że w wyroku z dnia 25 października 2010 r.(VI SA/Wa 1367/2009) WSA w Warszawie stwierdził, że:

Interpretacja powyższego przepisu nie może ograniczać się do oceny samego znaku, jego treści i formy przedstawieniowej. Obok elementów treściowych należy uwzględnić również inne okoliczności. Nie tylko sam przedmiot zgłoszonego znaku towarowego, ale także określone działania i ich zamierzony przez zgłaszającego skutek mogą zawierać w sobie elementy sprzeczne z porządkiem publicznym lub dobrymi obyczajami. Porządek publiczny to pojęcie o szerokim zasięgu znaczeniowym, zawierające w sobie wiele kategorii, w tym kategorię zasad współżycia społecznego, a zatem pewnych norm moralnych i zwyczajowych, których przestrzeganie leży w interesie społeczności.

Nie ma zatem możliwości rejestracji znaku, który byłby wulgarny, dotyczył promocji narkotyków itp.

PS. Wyrok sądu apelacyjnego w sprawie lizaków znajduje się tutaj. Złośliwi komentatorzy zauważyli też, że sędzia orzekający w sprawie nosi nazwisko Dyk - co miałoby mieć wpływ na jego ogląd sprawy.

1 komentarz:

  1. Ale kapitalny tekst! Pięknie trzymasz w napięciu od początku do samiutkiego końca. Więcej takich proszę! :)

    OdpowiedzUsuń