niedziela, 6 stycznia 2013

Depozycjonowanie konkurencji jest nielegalne

Kogo nie ma na pierwszej stronie wyszukiwań Google - ten w Internecie w zasadzie nie istnieje. Stąd bardzo popularne są tzw. usługi SEO, czyli "pozycjonowanie" stron internetowych, których zasadniczym celem jest ulokowanie strony www klienta na jak najwyższej pozycji w wyszukiwarce. Choć metoda, według której Google dobiera wyniki na pierwszą stronę nie jest jawna, to jej ogólne założenia są znane.

Zasadniczo,trafność strony w stosunku do haseł wyszukiwanych jest uzależniona od liczby innych stron (najlepiej o zbliżonej tematyce), które daną stronę cytują. W świecie Internetu cytat związany jest przede wszystkim z linkowaniem. I to jest właśnie jedna z metod pozycjonowania stron – umieszczanie linków na tzw. „farmach linków”, czyli stronach, których jedynym celem jest uwiarygadnianie innych stron. Oczywiście, Google rozpoznaje (automatycznie i za pomocą swoich pracowników), czy dana strona nie jest przypadkiem wyłącznie „farmą” i w przypadku, gdy tak właśnie uzna, taka "farma" może zostać nawet wyrzucona z wyników wyszukiwania, a z pewnością znajdzie się o wiele pozycji niżej. Wpływa to również negatywnie na pozycję stron, do których "farma" kierowała.

To otwiera drogę do nieuczciwych działań rynkowych, polegających na celowym naruszaniu regulaminu Google, ale... przy wykorzystaniu strony internetowej konkurencji. W ten sposób dochodzi do „depozycjonowania”, czyli usuwania takiej strony z pierwszych stron wyników w Google, co automatycznie powoduje przesunięcie własnej strony na wyższą pozycję.

Depozycjonowanie jest nie tylko nieuczciwe – w sensie moralnym, ale – jak dowodzi dr Piotr Kostański na blogu dot. tematyki SEO, stanowi także naruszenie prawa.

Czynem nieuczciwej konkurencji stypizowanym w art. 15 u.z.n.k. jest utrudnianie innym przedsiębiorcom dostępu do rynku. Ustawodawca tylko przykładowo wskazuje, że utrudnianie takie może następować m.in. poprzez działanie mające na celu wymuszenie na klientach wyboru jako kontrahenta określonego przedsiębiorcy lub stwarzanie warunków umożliwiających podmiotom trzecim wymuszanie zakupu towaru lub usługi u określonego przedsiębiorcy, co może polegać w szczególności na ograniczeniu w istotny sposób lub wyłączeniu możliwości dokonywania przez klienta zakupu u innego przedsiębiorcy.

Z zastrzeżeniem, że takiej ochrony można domagać się tylko w stosunkach pomiędzy przedsiębiorcami (a więc gdy naruszającym prawo, jak i poszkodowanym są przedsiębiorcy), depozycjonowanie z pewnością stanowi wskazany wyżej czyn nieuczciwej konkurencji.

Dopiero po ewentualnym uznaniu, że opisana praktyka nie stanowi utrudnienia dostępu do rynku, należy rozważyć jej ocenę w świetle klauzuli generalnej z art. 3 ust. 1 u.z.n.k. Zgodnie z tym przepisem czynem nieuczciwej konkurencji jest działanie sprzeczne z prawem lub dobrymi obyczajami, jeżeli zagraża lub narusza interes innego przedsiębiorcy lub klienta.

Jak podkreśla dr Kostański, „dla zaistnienia czynu nieuczciwej konkurencji nie jest konieczne wykazanie winy czy zamiaru naruszyciela (tak Sąd Najwyższy w wyroku z 1.12.2004 r., III CK 15/04)”. Oznacza to, że wystarczy wykazać, że do praktyki „depozycjonowania” w ogóle doszło, aby mieć prawo żądania:
1) zaniechania takich działań;
2) usunięcia ich skutków (skoro skutkiem jest obniżenie pozycji w wyszukiwarce, można rozważać żądanie przeprowadzenia prawidłowego pozycjonowania)
3) złożenia jednokrotnego lub wielokrotnego oświadczenia – publicznego lub wobec obsługującego wyszukiwarkę;
4) naprawienia wyrządzonej szkody;
5) wydania bezpodstawnie uzyskanych korzyści;
6) zasądzenia odpowiedniej sumy pieniężnej na określony cel społeczny związany ze wspieraniem kultury polskiej lub ochroną dziedzictwa narodowego – jeżeli czyn nieuczciwej konkurencji był zawiniony.

Oszacowanie szkody może być problematyczne, ale w praktyce jeszcze trudniejsze będzie samo udowodnienie, że praktyka „depozycjonowania” miała w ogóle miejsce, a jej sprawcą jest konkurent. Jednak nawet jeśli nie posiadamy dowodów, odpowiednio skonstruowane pismo do strony przeciwnej, może zadziałać dyscyplinująco.

Ww. wymienione roszczenia przedawniają sięz upływem trzech lat, a więc tyle czasu ma przedsiębiorca, aby dochodzić swoich praw przed sądem. Warto zaznaczyć przy tym, że te trzy lata liczone są od chwili zakończenia nieuczciwych praktyk, a więc – w przypadku, gdy niekorzystnie umieszczone linki ciągle w Internecie widnieją, bieg przedawnienia nie rozpocznie się lub będzie liczony dla każdego dnia naruszenia oddzielnie.


Nieuczciwe wpływanie na wyniki wyszukiwania może się wiązać z reakcją konkurencji

Jeśli naruszający nie jest przedsiębiorcą i depozycjonuje stronę internetową związaną z naszą działalnością, ochrony należy szukać na gruncie dóbr osobistych. W skład adresu internetowego wchodzi najczęściej firma (nazwa), a jak stwierdził Sąd Apelacyjny w Poznaniu w wyroku z dnia 22 października 1991 r. (I Acr 400/90):

Firma, pod którą prowadzi swoje przedsiębiorstwo powód, ma w stosunkach prawnych, w jakie wchodzi, takie znaczenie, jakie dla osoby fizycznej przedstawia jej nazwisko. Firma indywidualizuje osobę prawną.

Można zatem oczekiwać wzmożonej ochrony firmy i niedopuszczania do prezentowania jej w niekorzystnym (tu technicznie) kontekście. Podobnie w dniu 2 marca 2010 roku wypowiedział się Sąd Okręgowy w Białymstoku (sygn. akt I C 2179/09), gdzie sprawa dotyczyła przywłaszczenia domeny tygodnikpowszechny.pl i prezentowania na niej reklam. Warto przy tym pamiętać, że Sąd Najwyższy uznał już za dobro osobiste nick (pseudonim internetowy) w wyroku z dnia 8 sierpnia 2008 roku (II CSK 539/07), skąd droga do uznania za takowe adresu internetowego jest już krótka.

6 komentarzy:

  1. Tylko jak udowodnić, że działania konkurencji rzeczywiście wpłynęły na pogorszenie widoczności strony? Jak dla mnie to niemożliwe. Zresztą Google wiele razy dawało znać, że radzi sobie z takim zachowaniem, więc???

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie bardzo wiem, jak odpowiedzieć na tak postawione pytanie. Więc:
    1) udowodnienie nie jest niemożliwe, choć rzeczywiście może być dość trudne. Wydaje mi się, że najszybszym sposobem będą zeznania świadków, np. gdy pracownicy agencji SEO lub konkurencji pokłócą się z pracodawcą;
    2) Google stara się walczyć z pozycjonowaniem, tworząc reguły, które można wykorzystać właśnie przy depozycjonowaniu;
    3) jeśli ktoś planuje podjęcie działań będących nieuczciwą konkurencją, powinien wiedzieć, że prawo nie jest wobec tego neutralne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Siedzę trochę w tym całym pozycjonowaniu i moim zdaniem można udowodnić co najwyżej zamiar zaszkodzenia konkurencji. Skłóceni pracownicy z punktu 1 mogą okazać się pomocni.

    Cały problem jest taki, że algorytm Google jest niejawny i większości znane są tylko jego bardzo ogólne założenia. Ci co zainwestowali spore środki w testy poznali go trochę lepiej, ale ze 100% pewnością nie można stwierdzić niczego.

    Stanowisko Google w sprawie szkodzenia linkami wygląda mniej więcej tak:

    "W przeszłości byliśmy zdania, że nie można zaszkodzić linkami". Z tego co wiem nie powiedzieli jakiego zdania są obecnie.

    Kilka razy przy różnych okazjach z ust pracowników padły stwierdzenia w stylu "Dobrym stronom bardzo ciężko zaszkodzić (od siebie dodam, że kiepskie strony według założeń algorytmu mają być daleko w wynikach...)" oraz "Rozpoznajemy link, które dodaje konkurencja, nie ma się czego obawiać, skupcie się na tworzeniu dobrej treści".

    I ostatecznie: zamiast atakującej konkurencji, w rzeczywistości do spadków mogą się przyczynić działania wynajętej agencji seo. Google na pewno nie powie jak było w rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o to, że nie sposób udowodnić, że konkretne depozycjonowanie przyniosło skutek, to zamiar jest absolutnie wystarczający. Czynem nieuczciwej konkurencji jest bowiem "działanie sprzeczne z prawem lub dobrymi obyczajami, jeżeli zagraża lub narusza interes innego przedsiębiorcy lub klienta." Wystarczy zatem samo zagrożenie, które może zostać stwierdzone przez biegłego (który nie musi znać algorytmu Google, ale może się opierać na dostępnych danych).

      Usuń
  4. Z mojego punktu widzenia, oznaczenie sprawcy czy podejrzanego jest w 99 przypadkach na 100 niemożliwe. Zazwyczaj mamy 2 typy depozycjonowania:
    1. ktoś zamawia "blasta" (umieszczenie ogromnej ilości linków do witryny ofiary w publicznie dostępnych miejscach jak komentarze na blogach i posty na forach) puszczanego z chińskiego serwera i szukaj wiatru w polu;
    2. ktoś stosuje metody nieco bardziej cywilizowane, ale przeplatające się z metodami pozycjonera działającego w dobrej wierze.
    W 1. przypadku sprawcy można nie wykryć w ogóle - IP maszyny dodającej komentarze nic nie da. W 2. przypadku istnieje promil szansy w szczególnych wypadkach, że da się wyłapać i oddzielić działalność pozycjonera i depozycjonera (np. gdy obaj linkują z jednego systemu wymiany linków - admin SWLa przekaże info o właścicielach kont), ale stosując te same metody nie dojdziemy, kto przyłożył o jednego linka za dużo. Kwestia intencji depozycjonera może być różna, wystarczy, że zezna iż działał w celach reklamowych danej witryny :)

    O działaniu na szkodę danej witryny możemy w zasadzie mówić tylko w sytuacji, gdy ktoś się przyzna lub były pracownik złoży odpowiednie zeznania.

    Wydaje mi się, że jeśli doczekamy się jakiegoś wyroku, będzie on równie niepewny i mglisty co całe to pozycjonowanie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Niestety depozycjonowanie jest możliwe i jest to czyn nieuczciwej konkurecji co podchodzi pod artykuły prawne. Również przerabiałem ten temat z prawnikiem. Legalne jest za to depozycjonowanie nieuczciwych zagrań konkurencji tj. dodawanie niesprawiedliwych/krzywdzących nas opinii na forach czy portalach branżowych. Takie opinie można depozycjonować.

    OdpowiedzUsuń