środa, 24 października 2012

Jak zgłosić nielegalne oprogramowanie w firmie?

BSA (Business Software Alliance) celebrując niemal ćwierćwiecze swojego istnienia, wystartowało w Polsce z szeroko zakrojoną kampanią w mediach nt. walki z piractwem komputerowym. W radiu, telewizji i internecie pojawiły się spoty, w których prezesi firm dzwonią przestraszeni do swoich prawników, żeby usłyszeć od nich: "A nie mówiłem?" Bardzo profesjonalne podejście, swoją drogą. Chciałbym mieć takiego prawnika.

Jest też klip przeznaczony dla pracowników, którzy nie dostają podwyżki. Rozwiązanie (a przynajmniej satysfakcję) daje donos na pracodawcę.

Jak donieść na pracodawcę? BSA daje odpowiedź! Wejdź na stronę BSA napisz maila (nawet anonimowego)... i już.

Materiały reklamowe BSA przypominają kampanię społeczną. Ale nie jest to kampania klasyczna ("Bo zupa była za słona"), tylko nowoczesna, jak STOP pneumokokom - czyli producent (w przypadku pneumokoków i wielu programów komputerowych - monopolista) znajduje rozwiązanie problemów społecznych w swoim produkcie.

Przy okazji, BSA w filmiku obrazującym nową strategię "stowarzyszenia", zauważa też najprostsze rozwiązanie piractwa komputerowego, czyli rozwój technologii cloud computing (nie dzieląc się swoimi wnioskami, niestety). Nie przypadkiem członkiem BSA jest Microsoft, a nie Google. Bo nikt nie spiratuje Google Docs. Ponieważ cloud computing jest coraz bardziej powszechne i wygodne w użyciu, można się spodziewać że będzie zyskiwać coraz więcej użytkowników. Legalnych użytkowników.

wtorek, 23 października 2012

Można zarobić na lekach sierocych

Co prawda zarobić będą mogły koncerny farmaceutyczne, ale tym razem może to być powód do radości także dla pozostałej części ludzkości.

Leki sieroce (leki osierocone; orphan drugs) to medykamenty leczące choroby na tyle rzadkie, że nie jest opłacalna produkcja takich leków, a tym bardziej - badania zmierzające do ich powstania. Szacuje się, że problem dotyczy ok. 7000 chorób, a ich liczba wzrasta o ok. 250 rocznie. Każda z chorób dotyczy stosunkowo małej liczby osób - do 200.000, co w skali globalnej stanowi nikły procent. W sumie jednak, problemy związane z leczeniem rzadkich chorób dotyczą dziesiątków milionów ludzi w samej Ameryce Północnej.

Ponieważ tzw. "pharma" nie definiuje się, jako non-profit organizations, nie wyrażała też nigdy większej woli w prowadzeniu badań w kierunku opracowywania takich leków. Dlatego raport z badań Thomson Reuters - bo on jest przyczynkiem do tego artykułu - daje powody do radości. Skoro nakłady mogą się zwrócić, być może znajdzie się więcej chętnych na wykładanie pieniędzy na badania. Co prawda, w raporcie znajduje się zastrzeżenie, że zwrot z inwestycji jest dostrzegalny, jeśli weźmie się pod uwagę cały cykl życia leku na rynku, a kadencje poszczególnych zarządów są zdecydowanie krótsze, ale bądźmy optymistami.

Zwracam szczególną uwagę na to, jak bardzo opłacalnym biznesem w ostatniej dekadzie była farmacja - i jak bardzo powiększyła się przepaść pomiędzy orphan drugs a non-orphan drugs.

Swoją drogą, leki sieroce doczekały się na świecie kilku aktów prawnych, które regulują ich status w sposób specjalny. Stany Zjednoczone Orphan Drug Act wydały już w 1983, w 1991 Singapur, 1993 Japonia, 1997 Australia, a w 2000 - my - czyli Unia Europejska.

Zgodnie z Rozporządzeniem Komisji Europejskiej nr 847/2000 z dnia 27 kwietnia 2000 r. ustanawiającym przepisy w celu spełnienia kryteriów oznaczania produktów leczniczych jako sierocych produktów leczniczych oraz definicje pojęć „podobnego produktu leczniczego” i „wyższości klinicznej”, lekiem sierocym, jest:

produkt leczniczy, [który] jest przeznaczony do diagnozowania, zapobiegania stanu chorobowego zagrażającego życiu lub powodującego chroniczny ubytek zdrowia, [który] występuje u nie więcej niż pięciu na 10 000 osób we Wspólnocie
a
bez zachęt mało prawdopodobne jest, że sprzedaż danego produktu leczniczego we Wspólnocie nie zapewni prawdopodobnie wystarczających dochodów.
Dla zainteresowanych - kilka źródeł, w kolejności zaawansowania odbiorcy w temacie:

http://www.polityka.pl/nauka/zdrowie/1509836,1,nietypowe-schorzenia---nietypowe-terapie.read
http://www.aptekarzpolski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=298&Itemid=108
http://www.drugdiscoverytoday.com/download/900

niedziela, 21 października 2012

Jezus z Borji źródłem tantiem?

Hit memów 2012, czyli odreastaurowany Jezus z Borji, przyczynił się do powstania ciekawego pytania z zakresu prawa autorskiego.
Fot. Facebook.com/ElCristodeBorja
Tysiące turystów chciały zobaczyć "odnowione" malowidło. W internecie pojawiły się niezliczone fotografie obcokrajowców pozujących z freskiem. Chcąc jednocześnie uniknąć "zadeptania" kościoła i skapitalizować nagłą popularność fresku, zarządcy świątyni ustanowili opłatę za wstęp. Dzięki temu, w cztery pierwsze dni zarobiono dwa tysiące euro. Pobieranie opłat oburzyło jednak 80-letnią autorkę "renowacji", która postanowiła, że wobec tego chce udziału w zyskach. Jak pisze "El Correo", wynajęła już nawet prawnika, który ma reprezentować ją w rozmowach z fundacją zarządzającą sanktuarium.
http://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/zniszczony-fresk-z-jezusem-przynosi-krociowe-zyski-autorka-chce-tantiem,277997.html

Tymczasem, zgodnie z polską ustawą (i nie tylko)
Przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia.
Źle odrestaurowany portet Jezusa nie spełnia oczywiście podstawowej przesłanki, tzn. nie ma charakteru twórczego. Obawiam się zatem, że "autorka" tego dzieła żadnych tantiem z tego tytułu nie uzyska. Wątpliwe jest też uzyskanie jakichkolwiek korzyści z innego tytułu, choć niezbadane są wyroki prawa hiszpańskiego. Przynajmniej przeze mnie.