piątek, 21 grudnia 2012

C-149/11 Leno Merken (ONEL/OMEL)

Z obowiązku archiwistycznego warto odnotować, że Trybunał Sprawiedliwości UE odpowiedział na pytanie prejudycjalne w sprawie C-149/11 Leno Merken (ONEL/OMEL), dotyczącego używania wspólnotowego znaku towarowego (CTM). Otóż, jeśli taki znak w okresie pięciu lat od rejestracji nie był „rzeczywiście używany” przez właściciela na terenie UE w stosunku do towarów lub usług, dla których jest zarejestrowany, może zostać np. unieważniony.

Zasadnicze pytanie dotyczyło tego, czy przesłanka „rzeczywistego używania” jest spełniona, jeśli znak jest używany wyłącznie na terenie jednego z państw członkowskich.

OHIM – Urząd ds. Harmonizacji Rynku Wewnętrznego (Znaki Towarowe i Wzory) – przedstawiał stanowisko, że wystarczające jest używanie znaku w jednym państwie. Trybunał – w sprawach HIWATT v. Kabushiki Kaisha Fernandes (T-39/01) i Pago International v. Tirolmilch (C-301/07) – odwrotnie, wskazał że „rzeczywiste używanie” musi wiązać się z obecnością znaku w istotnej części terytorium, na którym jest chroniony.

Spór, którego losy decydowały się dwa dni temu, dotyczył sprawy, w której dwie spółki z różnych państw, miałyby się posługiwać znakami towarowymi w tych samych klasach towarowych (a więc oznaczać nimi te produkty tego samego typu). Jedna (Hagelkruis Beheer B.V.) chciała rejestrować znak OMEL, a druga (Leno Merken B.V.) miała już zarejestrowany znak ONEL. Oba znaki miały być używane w różnych krajach.

Jak można się domyślać, spółce Leno Merken (od ONEL) nie spodobało się mylące oznaczenie OMEL – w związku z czym wykorzystywała kolejne drogi sprzeciwu, aż sprawa zawędrowała przed Trybunał Sprawiedliwości UE. Powstało bowiem pytanie, czy znak używany w jednym tylko państwie Wspólnoty jest „rzeczywiście używany” – czyli de facto czy podlega ochronie na terenie całej Wspólnoty.

W tym miejscu trzeba zaznaczyć, że spora część praktyków i teoretyków, ale także samych przedsiębiorców, postrzegała wspólnotowy znak towarowy, jako formę ochrony na terenie całej Unii. Spodziewana odpowiedź Trybunału była zatem odmienna od wykładni i praktyki OHIM. Tymczasem, Trybunał zadecydował, że:

„Terytorialne granice państw członkowskich powinny zostać pominięte przy ocenie, czy znak towarowy został wprowadzony do „rzeczywistego używania” na terytorium Wspólnoty. (…)

Wspólnotowy znak towarowy jest „rzeczywiście używany”, gdy jest używany zgodnie z jego podstawową funkcją oraz w celu utrzymania lub utworzenia udziału w rynku w obrębie Wspólnoty Europejskiej w odniesieniu do towarów lub usług nim objętych. To do sądu krajowego należy ocena, czy warunki zostały spełnione w sprawie przed sądem krajowym, z uwzględnieniem wszystkich istotnych okoliczności faktycznych, w tym charakterystyki danego rynku, charakteru towarów lub usług chronionych przez znak towarowy i terytorialnego zakresu i skali wykorzystania, jak również częstotliwości i regularności jego wykorzystania”

Innymi słowy, Trybunał uznał że nie ma znaczenia czy znak jest używany na terenie jednego kraju czy wielu. Aczkolwiek, każdorazową ocenę pozostawił sądom krajowym, które tę akurat przesłankę będą mogły interpretować dowolnie (no, prawie dowolnie – mimo wszystko zasada została ustanowiona).


Powstaje zatem pytanie, czy jest sens ponosić koszty rejestrowania wspólnotowego znaku towarowego, jeśli nie planuje się ekspansji na inne rynki UE, skoro nie gwarantuje to wyłączności używania. To zależeć będzie od rygoryzmu urzędów patentowych i sądów w poszczególnych krajach, choć na chwilę obecną wydaje się, że takich przypadkach CTM nie będzie gwarantował większej ochrony, niż znak krajowy.

środa, 19 grudnia 2012

Chiny patentowym liderem

Thomson Reuters w 2008 roku przewidywał, że chiński urząd patentowy będzie przyjmował najwięcej wniosków patentowych na świecie w roku 2012. Rewizja raportu dokonana niedawno potwierdziła jednak, że Chinom udało się to już w zeszłym roku.

Chiński rząd – przy pomocy dobrze znanych w Polsce programów gospodarczych, zwanych „pięciolatkami” - koncentruje się na kierowaniu kraju na innowacyjne tory, choć na razie zabezpiecza w ten sposób rynek wewnętrzny (73% wniosków patentowych ograniczało się właśnie do Chin).


Źródło: Thomson Reuters
Porównanie liczby złożonych wniosków o ochronę patentową w najważniejszych urzędach patentowych na świecie.

Najnowsza pięciolatka zakłada, że w 2015 roku wniosków patentowych oraz wniosków o udzielenie praw ochronnych na wzory użytkowe i przemysłowe, będzie już 2.000.000, a liczba patentów na 10.000 mieszkańców wyniesie 3,3 (1,7 w roku 2010). Dla porównania, w Polsce na rok 2009 liczba ta wynosiła… 0,068 patentu.

Główne plany inwestycji skierowane są na źródła energii (nuklearnej oraz odnawialnej) i jej oszczędzanie, ochronę środowiska, biotechnologię oraz przemysł zaawansowany technologicznie, w tym samochody elektryczne. Wynikiem ma też być zwiększenie cytować chińskich naukowców i awans Chin z 8 na 5 miejsce na świecie pod tym względem. Są to cele o tyle zbliżone, że na 10 podmiotów, które składają najwięcej wniosków patentowych, aż 7 stanowią instytucje naukowe.

Oznacza to także, że wydatki na badania i rozwój, mają wzrosnąć z 1,75% do 2,2% PKB. Znowu, porównując to z polskimi realiami, my zakładamy wzrost z 0,8% obecnie, do 1,7% w roku 2020. Na osiągnięcie swojego planu, Chiny planują przeznaczyć ok. 650 mld dolarów – jest więc szansa, że uda się im je osiągnąć – zgodnie z tradycjami „pięciolatek” – wcześniej.


Źródło: Thomson Reuters
Założenia nowej polityki Chin w zakresie innowacyjności.

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Tantiemy za przyjemność oglądania... reklam!?

Jako post scriptum „afery zaiksowej” – wyrok Sądu Apelacyjnego w Katowicach z 13 kwietnia 2012 roku (I ACa 129/12; opublikowany dzisiaj).

W tej kuriozalnej sprawie „Stowarzyszenie (...) z W.” [w orzeczeniu zostały wykreślone dane pozwalające na identyfikację stron] domagało się zapłaty tantiem od przedsiębiorcy prowadzącego zajazd, uzasadniając że korzysta on z utworów objętych ochroną prawa autorskiego puszczając… reklamy w telewizji.

Bezsporne było w sprawie to, że przedsiębiorca w swojej restauracji miał włączony kanał telewizji informacyjnej. Stowarzyszenie chroniące praw twórców stwierdziło natomiast, że chronione utwory pojawiały się przy okazji reklam w przerwach programu. Właściciel rozpowszechniał je zatem publicznie bez stosownej licencji.

Za wyjątkową łaskawość „Stowarzyszenia (…) z W.” trzeba uznać, że domagało się od przedsiębiorcy wyłącznie dwukrotności wynagrodzenia, które byłoby należne, gdyby została zawarta umowa o korzystanie w zakresie dokonanego naruszenia (zgodnie z art. 79 ust. 1 pkt 3 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Jeśli bowiem naruszenie jest zawinione – a w tym przypadku, jeśli już uznać że do naruszenia prawa doszło, ewidentnie było – Stowarzyszenie mogło żądać trzykrotności takiego wynagrodzenia.

Niestety, sąd pierwszej instancji przyznał rację Stowarzyszeniu. Ogólna zasada konieczności zapłaty wynagrodzenia za korzystanie z utworu jest ograniczona w art. 24 ust. 2 ustawy, zgodnie z którym posiadacze urządzeń służących do odbioru programu radiowego lub telewizyjnego mogą odbierać nadawane za ich pomocą utwory, choćby urządzenia te były umieszczone w miejscu ogólnie dostępnym, jeżeli nie łączy się z tym osiąganie korzyści majątkowych. Prościej – można włączyć telewizor publicznie, jeśli nie czerpie się z tego korzyści.

Pozwany bronił się na dwa sposoby. Pierwszy, stosowany swego czasu przez fryzjerów, polegał na twierdzeniu (skądinąd słusznym), że do jego lokalu przyjeżdżają podróżni w celu spożycia posiłku, a nie dla słuchania muzyki – i nawet gdyby telewizor wyłączył, liczba klientów nie zmieniłaby się.

Sąd Apelacyjny uznał, że to nie zostało udowodnione przez właściciela lokalu (choć wydaje się, że doświadczenie życiowe sądu powinno być wystarczające; inaczej do sprawy podszedł przy okazji innej sprawy sąd w Kielcach). Tu jednak sąd uznał, że:

Przydrożnych zajazdów jest wiele, [a] telewizor umiejscowiony jest w ten sposób, by oglądali go również klienci i wpływa na ogólny klimat lokalu, który jest przyczyną wyboru przez podróżnego tego, a nie innego zajazdu.

Sąd Apelacyjny przywołał także wyrok Sądu Najwyższego z dnia 28 września 2005 roku (I CK 164/05), w którym SN pośrednio uzależnia uzyskiwanie korzyści majątkowych od powierzchni (!) zakładu, w którym odtwarzane są utwory:

Sytuacje, w których odtwarzanie utworów muzycznych w ramach prowadzonej działalności gospodarczej nie będzie łączyć się z korzyściami majątkowymi dla odtwarzającego, powstają przede wszystkim wtedy, gdy klienci nie będą poddawani oddziaływaniu odbioru. Może tu chodzić przede wszystkim o małe powierzchnie handlowe, drobne zakłady usługowe, w których odtwarzanie służy zapełnieniu czasu personelowi. Odtwarzanie owych utworów na większych przestrzeniach handlowych, w których klient przebywa dłuższą chwilę, podlegają zakwalifikowaniu jako połączone z korzyściami majątkowymi. Na taką funkcję wskazuje zwłaszcza specjalne rozmieszczenie głośników do odbioru w salach obsługi klienta.

Rewolucji w kwestiach zasadniczych cytowany wyrok zatem nie przynosi. Najwyraźniej jednak, sąd uznał że konieczność zapłaty tantiem za słuchanie piosenek w reklamach, jest przesadą.

O ile bowiem nadawanie ciekawych programów telewizyjnych może wpływać na klientelę i wiązać się z osiąganiem korzyści majątkowych, o tyle nadawanie reklam, czy też oglądanie reklam nie stanowi rzeczy uatrakcyjniającej dany lokal. Powszechnie wiadomą rzeczą jest bowiem to, iż reklamy stanowią źródło finansowania danej stacji radiowej i telewizyjnej i same w sobie (przynajmniej dla większości społeczeństwa) nie są przyczyną oglądalności danej stacji. Jeśli chodzi o odbiór społeczny reklam zaryzykować można nawet twierdzenie, iż są one dla odbiorców niejednokrotnie rzeczą uprzykrzającą i zniechęcającą do oglądania danego programu.

I na tej podstawie powództwo „Stowarzyszenia (…) z W.” oddalił.


Fot. Harper, Alvan S.
Właściciel zajazdu może świętować

Jako ciekawostkę, podaję jeszcze jeden cytat z uzasadnienia wyroku, dotyczący przeprowadzania kontroli w lokalu:

Inspektorzy powoda odnotowali nadawanie następujących programów: program (...), (...), (...), (...), film „(...)”, program rozrywkowy „(...)”, serial (...), mecz siatkówki: (...), serial: „(...)”, informacje i prognozy pogody, program: „(...)”, program: „(...)”, serial: (...), program: „(...)”, program publicystyczny prowadzony przez T. S. pt: (...).

Czyli, lekko licząc, inspektorzy spędzili w zajeździe 10 godzin oglądając telewizję (o ile programy nie były przełączane). Miejmy nadzieję, że i rachunek, i napiwek były odpowiednio wysokie.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Ranking najbardziej innowacyjnych firm w 2012 roku

Thomson Reuters opublikował zestawienia 100 największych innowatorów na świecie. Oprócz wskazania konkretnych firm, które skupiają największą liczbę innowacyjnych patentów, analizując dane można także utwierdzić się w przekonaniu, że rynek innowacji ma swoje bardzo konkretne (geograficznie) miejsce na świecie.

Miejsce rankingowe zostało ustalone w oparciu o następujące zmienne:
1) skuteczność, czyli stosunek patentów udzielonych do złożonych wniosków o ich udzielenie;
2) zasięg globalny, czyli występowanie patentów w bazach danych urzędów w Chinach, Japonii, USA oraz w Europejskim Urzędzie Patentowym;
3) wpływ, czyli wskaźnik cytowań w innych zgłoszeniach;
4) liczba patentów innowacyjnych, czyli takich, które jako pierwsze opisują daną technologię (pozwala to na eliminację tzw. grup patentów).

Geograficznie, największą skuteczność w patentowaniu technologii wykazuje Ameryka Północna (47 proc.; chodzi tu de facto o Stany Zjednoczone), następnie Azja (32 proc.) i Europa (21 proc.).


Na rynku azjatyckim dominuje niezmiennie Japonia (25 proc. udział), ale Korea Południowa uzyskując 7 proc. udział w rynku patentów wykazała tym samym 75 proc. wzrost rok do roku. Wśród czterech nowych podmiotów realizujących tę politykę są dwa uniwersytety oraz dwa ośrodki naukowo-badawcze. Pokazuje to, że właściwie prowadzona polityka proinnowacyjna może przynieść szybko odczuwalne efekty. Wśród reprezentacji Azji nie ma Chin, pomimo tego że pod względem liczby udzielonych patentów jest to rynek największy na świecie. Inwestorzy koncentrują się jednak na rynku narodowym. Dokładnie odwrotnie postępują Stany Zjednoczone, które chronią prawie 50 proc. wynalazków na świecie poza rynkiem wewnętrznym. Analitycy TR przewidują jednak, że patenty chińskie, z uwagi na nasycanie tamtejszego rynku, będą w kolejnych latach pojawiać się także w innych państwach na świecie.

Do rankingu dostało się tylko pięć państw europejskich – Francja, Niemcy, Belgia, Szwecja i Szwajcaria. Francja, będąca liderem naszego kontynentu, ulokowała 13 podmiotów z kraju, w tym kilka instytutów badawczych (wysokie pozycje Centre National de la Recherche Scientifique (CNRS), Commissariat à l’Energie Atomique oraz IFP Energies Nouvelles).

Na pierwszym miejscu w zestawieniu innowatorów jest koncern 3M. Choć w pierwszej chwili niekoniecznie musi się z czymkolwiek kojarzyć, to jest on w producentem ponad 65.000 produktów sprzedawanych w około 200 krajach na świecie. Żółte karteczki Post-it oraz taśma klejąca Scotch są najważniejszymi z nich. Drugie miejsce zajęła firma Advanced Micro Devices (AMD), produkująca m.in. półprzewodniki i zasilacze do urządzeń komputerowych. Obecnie firma koncentruje się na usługach cloud computing i wirtualizacji środowisk. Paryska firma Alcatel-Lucent, będąca na trzecim miejscu, jest liderem w dziedzinie rozwiązań sieciowych i technologii komunikacyjnych.

niedziela, 9 grudnia 2012

Wykorzystanie wizerunku a podatek dochodowy

Kontynuując temat opodatkowania działalności związanej z wykorzystywaniem własności intelektualnej (patrz: Jak płacić mniejsze podatki? Prawa autorskie przy umowie o pracę), dziś o podatku od dochodów z wykorzystywania swojego wizerunku.

Ochrona wizerunku została zagwarantowana w art. 81 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, ale nie jest to ochrona prawnoautorska, która przysługuje tylko utworom, a więc „przejawom działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalonym w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia.” Oznacza to także, że przedstawionemu na wizerunku nie przysługują prawa autorskie do niego, ani żadne z praw pokrewnych.
Wizerunek jest podobizną danej osoby – albo przedstawioną wprost (np. zdjęciem), albo przy użyciu cech charakterystycznych w sposób nie pozostawiający wątpliwości, do kogo się one odnoszą.


Maciej Stuhr wykorzystujący wizerunek Stanisława Soyki.


Wykorzystywanie swojego wizerunku może być przedmiotem umowy i podstawą do uzyskiwania dochodów z tego tytułu, np. w zawodzie modelki albo w przypadku umów sponsoringowych. W takiej sytuacji znalazła się również zawodowa siatkarka, występująca z wnioskiem o interpretację podatkową do Dyrektora Izby Skarbowej w Warszawie (IPPB1/415-1002/12-2/ES). Jak wskazała we wniosku:

Wnioskodawczyni planuje zawarcie z podmiotami prowadzącymi działalność gospodarczą w zakresie reklamy i marketingu umów, których przedmiotem będzie wykorzystanie jej wizerunku. Integralnym elementem świadczenia usług w ramach przyjętych umów będzie wykorzystanie wizerunku zawodniczki, jej sylwetki, głosu itp.
Działania reklamowe w ramach umowy będą obejmować m in.:
* udział w sesjach zdjęciowych, uczestnictwo w nagraniach telewizyjnych, wywiadach radiowych,
* innych akcjach i imprezach promocyjnych,
* promowanie produktów w środkach masowego przekazu, podczas festynów, akcji promocyjnych, meczy ligowych, turniejów, sparingów oraz przygotowań do meczy i treningów,
* współpracę przy tworzeniu materiałów promujących markę produktów,
* wspieranie marki produktów w punktach sprzedaży, polegające na wykorzystaniu wizerunku.

Działania te mogą obejmować dodatkowo noszenie ubioru sportowego z wyeksponowanym logo firmy, a także umieszczanie na odzieży sportowej oraz samochodzie nazwy reklamowej firmy.

W odrębnej umowie zawodniczka przekaże odpłatnie na rzecz agenta na zasadzie wyłączności prawa do swoich wizerunków i zobowiąże się do świadczenia na rzecz agenta lub na rzecz podmiotu przezeń wskazanego usług reklamowych przy wykorzystaniu swojego wizerunku. W przypadku sprzedaży praw do wizerunku zawodniczki na rzecz podmiotu trzeciego prowadzącego działalność gospodarczą w zakresie reklamy i marketingu zawarta zostanie umowa merchandisingu, której stronami będą licencjobiorca oraz zawodniczka, działająca przez swojego agenta.

Ponieważ strony związały się umową licencyjną na wykorzystanie wizerunku, postanowiły upewnić się też, że dochód z tej umowy nie będzie rozliczany, jak dochód z wykorzystania lub rozporządzania prawami autorskimi. Potwierdził to Dyrektor Izby Skarbowej w Warszawie:

Uzyskane przez Wnioskodawczynię przychody na podstawie umów, których przedmiotem będzie wykorzystanie wizerunku, należy zakwalifikować do przychodów z pozarolniczej działalności gospodarczej, o których mowa w art. 14 ust. 1 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych.
Przychody z tytułu świadczenia usług reklamowych z wykorzystaniem prawa do własnego wizerunku (również w sytuacji gdy ostatecznym odbiorcą usług marketingowo-reklamowych z wykorzystaniem wizerunku będzie klub sportowy, z którym Wnioskodawczyni związana jest kontraktem sportowym) Wnioskodawczyni może opodatkować jako przychody z działalności gospodarczej.

Do podobnych wniosków doszli:
- Dyrektor Izby Skarbowej w Poznaniu w dniu 8 listopada 2010 r. (ILPB1/415-903/10-2/AO),
- Dyrektor Izby Skarbowej w Bydgoszczy w dniu 14 maja 2008 r. (ITPB1/415-152/08/DP),
- Dyrektor Izby Skarbowej w Poznaniu w dniu 28 czerwca 2011 r. (ILPB1/415-539/11-2/AP):
Zgodnie z art. 81 ust. 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej. W braku wyraźnego zastrzeżenia zezwolenie nie jest wymagane, jeżeli osoba ta otrzymała umówioną zapłatę za pozowanie. Przepis ten ma zatem charakter szczególny, gdyż nie dotyczy ochrony autora lub utworu, lecz zawiera postanowienia w istocie ograniczające swobodę wypowiedzi twórczej, głównie ze względu na poszanowanie dóbr osobistych chronionych prawem powszechnym. Przy czym termin "wizerunek" w rozumieniu art. 81 oznacza wytwór niematerialny, który za pomocą środków plastycznych przedstawia rozpoznawalną podobiznę danej osoby (lub danych osób).

W świetle powyższych przepisów stwierdzić należy, iż osoba fizyczna nie posiada praw autorskich do swojego własnego wizerunku.

- oraz Minister Kultury w dniu 14 listopada 2002 r.(DP/WPA.024/409/02):
wynagrodzenie za korzystanie z wizerunku nie jest wynagrodzeniem za korzystanie z praw autorskich lub za rozporządzanie nimi. Prawo do wizerunku jest kategorią odrębną od praw pokrewnych. Wynagrodzenie za korzystanie z wizerunku nie może być traktowane jako wynagrodzenie za korzystanie z artystycznego wykonania, bowiem osoba, której wizerunek jest wykorzystywany, nie jest traktowana jako artysta wykonawca.

poniedziałek, 3 grudnia 2012

ZAiKS: Śpiewasz "Sto lat"? Płać!

Powszechnie znana piosenka "Happy Birthday to You" śpiewana po angielsku przy okazji urodzin, nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale w wielu zakątkach świata, ma swojego właściciela. Jest nim amerykańska spółka Summy Birchard Inc., należąca do medialnego potentata Time Warner. Ta biznesowa perełka powstała w idealnym czasie. Od połowy XIX wieku coraz bardziej popularne stawały się przyjęcia urodzinowe, by na przełomie wieków stać się standardem wśród dzieci. Już w 1937 roku pojawia się w filmach, jako tło do sceny urodzin. Obecnie przynosi swoim właścicielom 2.000.000 USD rocznie.

Melodia piosenki powstała w 1893 roku, początkowo śpiewana z tekstem "Good Morning to All”, została napisana przez siostry Mildred i Patty Hill. Obie były wychowawczyniami w przedszkolu i skomponowały szereg prostych piosenek, które wykorzystywały w procesie edukacji małych dzieci. Zdawały sobie przy tym sprawę z wagi praw autorskich i zadbały o odpowiednie ich zabezpieczenie.

Na początku XX wieku utwór mógł liczyć na ochronę przez 28 lat, po którym to czasie należało odnowić ochronę na kolejne 28 lat. W międzyczasie jednak, ochronę prawnoautorską wydłużono do 70 lat od daty śmierci ostatniego z autorów. Ponieważ Patty Hill zmarła w roku 1946, ochrona Happy Birthday to You trwać będzie do końca 2016 roku, a w Stanach Zjednoczonych - do roku 2030. Co za tym idzie - jej wykorzystanie pociąga za sobą konieczność zapłaty tantiem.

Czy roszczenia amerykańskiej korporacji mają jakiekolwiek znaczenie w Polsce? Oczywiście. Polska jest stroną najważniejszych umów międzynarodowych, potwierdzających istnienie zagranicznych praw autorskich w kraju. Organizacją, która te prawa realizuje jest ZAiKS, który - jak sam podaje - reprezentuje 96% światowego repertuaru. Oznacza to tyle, że jeśli wykorzystujemy komercyjnie jakikolwiek utwór muzyczny, niemal na pewno musimy odprowadzić odpowiednią opłatę na konto ZAiKS.

Bez zezwoleń i bez opłat można natomiast korzystać z utworów w zakresie własnego użytku osobistego, czyli w kręgu osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego. Idealnym przykładem będzie wykorzystanie piosenki Happy Birthday to You na urodzinach dziecka.

Nierzadko jednak wykonywanie piosenki wiąże się z uzyskiwaniem z tego tytułu przychodu. Typowym przykładem będzie prowadzenie korepetycji z języka angielskiego, w ramach których wykonujemy (śpiewamy), tłumaczymy, czytamy - czyli wykorzystujemy utwór chroniony prawem autorskim na wszelkie możliwe sposoby.

Stanowisko ZAiKS jest jednoznaczne. „Happy Birthday to You podlega ochronie przez Stowarzyszenie i każdy, kto używa tej piosenki w swojej działalności powinien uiścić odpowiednie opłaty z tytułu tantiem autorskich” - potwierdził mi Damian Popielarz, Kierownik Wydziału Inkasa Terenowego ZAiKS. Zakładając wykorzystanie utworu 20-30 razy w ciągu roku, będą to opłaty rzędu kilkudziesięciu złotych miesięcznie. Dokładna stawka jest uzależniona od wielu zmiennych - liczby wykonań, sposobu wykorzystania itd.

Co ciekawe, zgodnie ze stanowiskiem ZAiKS, nauczyciel angielskiego w szkole językowej nie może skorzystać z dobrodziejstwa art. 27 ustawy, który stanowi:

Instytucje naukowe i oświatowe mogą, w celach dydaktycznych lub prowadzenia
własnych badań, korzystać z rozpowszechnionych utworów w oryginale i w tłumaczeniu
oraz sporządzać w tym celu egzemplarze fragmentów rozpowszechnionego
utworu.
Według komentarza prof. Elżbiety Traple, przepis ten można stosować do wszelkich placówek oświatowych, w tym prywatnych szkół językowych. Prawo to miałoby nie rozciągać się tylko na takie podmioty, które dydaktykę prowadzą dodatkowo, obok głównej działalności, w postaci różnego rodzaju kursów czy szkoleń.

Tymczasem, jak poinformował mnie Kazimierz Sulik, Dyrektor Okręgu ZAiKS w Białymstoku:

Podmioty, które chcą skorzystać z tej licencji ustawowej, muszą podlegać Ministerstwu Nauki i Szkolnictwa Wyższego lub Ministerstwu Oświaty, w przeciwnym wypadku zastosowanie mają zasady ogólne, czyli za wykorzystanie utworu należy się wynagrodzenie.

Na jakiej podstawie zostało oparte to stwierdzenie? Z pewnością nie na dosłownym brzmieniu ustawy i stanowisku doktryny. Pamiętając jednak batalię ZAiKS o inkasowanie opłat od fryzjerów słuchających radia w pracy, można się spodziewać że i w tym przypadku Stowarzyszenie będzie trwało przy swoim stanowisku.


photo by Will Clayton on Flickr

Ps. Jeśli ktoś ma ochotę na poznanie sprawy dużo bliżej, prof. Robert Brauneis z George Washington University na 69 stronach daje nadzieję, że prawa autorskie do piosenki już dawno wygasły.

niedziela, 25 listopada 2012

Jak płacić mniejsze podatki? Prawa autorskie przy umowie o pracę.

Prawa autorskie mogą służyć optymalizacji podatkowej osobom wykonującym pracę na podstawie umowy o pracę. Jeśli do naszych obowiązków należy wykonywanie "utworów" (do których zaliczyć można także pisma, listy, plany, programy), możemy spróbować obniżyć płacony przez nas podatek nawet o połowę! Jak jednak pokazuje wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Rzeszowie z dnia 6 listopada 2012 r., sygn. akt I SA/Rz 723/12, narzędzie to trzeba stosować ostrożnie.

Podstawowa teza wyroku brzmi:
Dla zastosowania kosztów uzyskania przychodu w wysokości 50% przychodu - koniecznym jest, by w umowie o pracę rozróżniono wynagrodzenia na część związaną z wykonywaniem obowiązków pracowniczych i część honoracyjną związaną z korzystaniem z praw autorskich za eksploatację dzieła, nie jest natomiast wystarczające rozróżnienie - wyodrębnienie czasu pracy przeznaczonego na pracę twórczą, bo z takiego rozróżnienia nie wynika, czy utwór rzeczywiście powstał i czy w związku z jego eksploatacją wypłacono honorarium, nie jest także dopuszczalne szacunkowe ustalanie ilości pracy "twórczej".

Stan faktyczny był następujący - podatnik był zatrudniony w spółce na podstawie umowy o pracę, a do jego zadań należało: m.in. wykonywanie zadań o charakterze projektowym i opracowywanie rysunków technicznych, przy czym w ramach wykonywania obowiązków pracowniczych nie zajmował się on wyłącznie czynnościami związanymi stricte z tworzeniem utworów w postaci dzieł projektowych. Ewidencja czasu pracy prowadzona była jedynie z podziałem na czas pracy poświęcony na poszczególne projekty oraz pozostałe czynności. Wypłacając wynagrodzenie pracownikom, spółka nie uwzględniała podwyższonych kosztów uzyskania przychodów, o których mowa w art. 22 ust. 9 pkt 3 ustawy z dnia 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych. Koszty te, w wysokości 50 % uzyskiwanych przychodów, były uwzględniane przez pracowników w składanych przez nich rocznych zeznaniach podatkowych, co było jednocześnie podstawą do stwierdzenia nadpłaty podatku odprowadzonego przez pracodawcę.

W sporządzonym rozliczeniu czasu pracy jako podatnika (dołączonym przez niego do zeznania rocznego), spółka wskazała "% czasu na projektach" za poszczególne miesiące roku i "maksymalne przychody" będące podstawą do kosztów uzyskania przychodu w wysokości 50% (według rejestracji czasu), ale nie rozliczała takich kosztów i nie wskazała wyodrębnionej kwoty wynagrodzenia jako "wynagrodzenia autorskiego".
Ani organy podatkowe, ani sąd nie miały wątpliwości, że utwór może powstać w ramach stosunku pracy, bo jak wynika z art. 12 ust. 1 ustawy o prawach autorskich, jeśli ta ustawa albo umowa o pracę nie stanowi inaczej, to pracodawca, którego pracownik stworzył utwór w wyniku wykonywania obowiązków ze stosunku pracy, nabywa z chwilą przyjęcia utworu, autorskie prawa majątkowe w granicach wynikających z celu umowy o pracę i zgodnego zamiaru stron.

Urząd skarbowy uznał jednak, że dla zastosowania podwyższonych kosztów otrzymania przychodu podział wynagrodzenia musi wyraźnie wynikać z umowy o pracę albo z ustalonych na innej podstawie zasad wynagradzania. Nie może być dokonany post factum – z rozliczenia czasu pracy.

Rozpoznając wniesioną przez podatnika skargę, Wojewódzki Sąd Administracyjny w Rzeszowie przyznał, że:

Skoro skarżący wskazał, że w ramach stosunku pracy stworzył utwór /utwory/ opisane wyżej i uczynił to poprzez wykonywanie swoich obowiązków pracowniczych /przynajmniej w części/ na rzecz swojego pracodawcy czyli spółki A. /i tak też twierdzi ta spółka/, to przyjąć należy, że swoje uprawnienia do zastosowania wymienionych wyżej kosztów wywodzi z rozporządzenia swoimi prawami autorskimi na rzecz tegoż pracodawcy. W tej sytuacji ustalenia wymaga kwestia, czy istotnie skarżący podatnik stworzył utwór i czy nim na rzecz pracodawcy rozporządził, a jeśli tak, to czy w konsekwencji uzyskał przychód i w jakiej wysokości. W niniejszej sprawie - w nawiązaniu do okoliczności przedstawionych wyżej - w ocenie Sądu za zasadne przyjąć należy stanowisko stron, że skarżący wykonał w ramach stosunku pracy w spółce A. utwory - w postaci projektów opisanych wyżej - w rozumieniu ustawy o prawach autorskich.

by następnie kontynuować rozważania:

Skoro więc - jak wskazano wyżej - zasadne jest przyjecie, że w ramach stosunku pracy skarżący wykonywał prace twórcze - projektowe w wyniku których powstawały opracowania - utwory w rozumieniu cyt. ustawy o prawie autorskim i prawa do tych utworów przejął pracodawca na mocy art. 12 ust. 1 tejże ustawy, to oceny wymaga kwestia, czy w konsekwencji skarżący nabył prawo do kosztów uzyskania przychodu w wysokości 50% od wynagrodzenia otrzymanego od pracodawcy - przy czym skarżący za podstawę do takich kosztów przyjął część wynagrodzenia proporcjonalnie do czasu pracy "na projektach".
(…)
W sprawie niesporna jest okoliczność, że skarżący wykonywał w spółce A. zarówno prace o charakterze twórczym /projekty/, jak i prace o charakterze administracyjnym np. odbiór korespondencji, dokonywanie zakupu artykułów biurowych, prowadzenie różnego rodzaju bieżącej dokumentacji - ewidencji.
(…)
Kluczowym dla rozstrzygnięcia okazało się, że spółka zatrudniająca pracownika:
„nie wyodrębniała w tychże umowach wynagrodzenia za czynności o charakterze twórczym wykonane w ramach poszczególnych projektów i stwierdziła, że "nie jest w stanie wskazać precyzyjnie wysokości wynagrodzenia należnego z tytułu autorstwa za poszczególne projekty konkretnym pracownikom".
(…)
W nawiązaniu do powyższych okoliczności za zasadne uznać należy stanowisko organów, iż brak jest w niniejszej sprawie podstaw do zastosowania kosztów uzyskania przychodu w wysokości 50% do wskazanej przez skarżącego części wynagrodzenia za pracę. Ta wskazana część wynagrodzenia jest bowiem tylko odzwierciedleniem proporcji do czasu pracy wskazanego przez spółkę A. jako czasu pracy "na projektach"; w tym przypadku pracodawca w późniejszym czasie - na potrzeby postępowania podatkowego - dokonał takiego podziału czasu pracy i dostosował do niego wysokość wynagrodzenia. Jednakże przepis art. 22 ust.9 pkt 3 updof odnosi się do przychodu - czyli w tym przypadku do wynagrodzenia z tytułu rozporządzenia prawami autorskimi do projektów na rzecz pracodawcy a to oznacza, że ten przychód musi być wyraźnie "związany "z uzyskaniem praw autorskich i rozporządzeniem nimi - a nie tylko z czasem pracy przeznaczonym na uzyskanie tych praw. Oczywiście przeznaczenie pewnego zakresu czasu pracy w ramach stosunku pracy na wykonywanie określonych czynności o charakterze twórczym nie oznacza, że po upływie tego okresu powstanie utwór /projekt/ w rozumieniu ustawy o prawie autorskim i że wynagrodzenie wypłacone za ten okres jest wynagrodzeniem honoraryjnym za prace twórcze, czy też wynagrodzeniem za "normalne" czynności.
(…)
W przypadku wykonywania prac twórczych i tworzenia utworów w ramach stosunku pracy, koniecznym jest wyodrębnienie części wynagrodzenia należnej - między innymi - za rozporządzenie autorskimi prawami majątkowymi do tego utworu /jak w okolicznościach niniejszej sprawy/, bo to z tytułu przyjęcia tego utworu i związanych z nim praw majątkowych, pracodawca wypłaca należne wynagrodzenie - honorarium, a więc musi być określona wielkość tego wynagrodzenia. Określenie tej wielkości powinno być zawarte bądź w umowie o pracę, bądź w innych postanowieniach obowiązujących danego pracodawcę i jego pracowników - na przykład w regulaminie wynagradzania, lub w innych jasno sprecyzowanych procedurach obliczania tego terminu.

Oczywiście możliwa jest sytuacja kiedy podatnik w ramach stosunku pracy wykonuje /świadczy/ wyłącznie prace o charakterze twórczym w wyniku których powstają utwory w rozumieniu ustawy o prawie autorskim i są one przyjmowane przez pracodawcę i wówczas całość otrzymanego przez pracownika wynagrodzenia stanowi honorarium za przekazanie praw do tegoż utworu /rozporządzenie tymi prawami/; możliwe jest także, iż wysokość wynagrodzenia będzie ustalona w jednakowej wysokości za prace twórcze i za prace pozostałe.

Jednakże również i w tych sytuacjach muszą istnieć wyraźne podstawy do zastosowania kosztów uzyskania przychodu w wysokości 50% poprzez wskazanie, że jest to albo całość tego wynagrodzenia albo jego określona część, przy czym takie "wyrównane" wynagrodzenie byłoby możliwe do ustalenia na przykład przy zastosowaniu stawek godzinowych aby możliwe było stwierdzenie, że jest ono jednakowe. Podkreślić bowiem trzeba, że tego rodzaju koszty są stosowane - w nawiązaniu do okoliczności niniejszej sprawy - za rozporządzenie przez pracownika autorskimi prawami majątkowymi do utworu na rzecz pracodawcy i oczywiście stworzenie /opracowanie/ tego utworu wymaga czasu, a więc to strony umowy o pracę muszą określić jaką część wynagrodzenia uznają za odpowiednią za opracowanie tego utworu i rozporządzenie tymi prawami.

W niniejszej sprawie takiego rozróżnienia wynagrodzenia na część honoraryjną brak i wobec tego Sąd nie znajduje podstaw do zakwestionowania stanowiska organów podatkowych.

Podsumowując, jeśli jesteśmy w stanie wyodrębnić w ramach naszego stosunku pracy konkretne utwory, w rozumieniu prawa autorskiego, i ustalimy z pracodawcą konkretne wynagrodzenie za ich wykonywanie - możemy stosować 50% koszty uzyskania przychodu.

poniedziałek, 12 listopada 2012

Plagiat w muzyce

W dzisiejszej Rzeczpospolitej ciekawy artykuł (A. Sewerynik, Nie wszystko co podobne to plagiat) o podobieństwie utworów, napisany przez praktyka - prawnika i muzyka jednocześnie. Jak przypomina autorka:
W ogólnej świadomości funkcjonuje błędne przekonanie, że czas trwania [wykorzystanego] utworu ma wpływ na jego ochronę. Jednak prawo autorskie nie posługuje się takim kryterium. (...)
po czym przechodzi do opisu istotnych zagadnień z zakresu muzyki:
Dany urywek melodii podlega ochronie (...) co do zasady wtedy, gdy stanowi wyrażenie skończonej „myśli muzycznej". Myśl muzyczna w tym rozumieniu wyraża się poprzez rozkład napięć, ich nabudowanie i rozładowanie. Taka myśl muzyczna ma zatem swój początek, rozwinięcie i zakończenie. Przebieg napięć w melodii jest intuicyjnie wyczuwany przez słuchaczy, ponieważ zazwyczaj odwołuje się do naturalnego dla komunikatu słownego budowania intonacji i akcentów w zdaniu. (...) Jeżeli zatem podobieństwo ogranicza się tylko do fragmentu myśli muzycznej, nie możemy mówić o plagiacie.
zastrzegając jednocześnie, że:
Nie wszystkie myśli muzyczne podlegają ochronie. Niektóre są zbudowane z tworzywa, które jest powszechnie stosowane i ma zamkniętą strukturę. Powoduje to, że nie mają one twórczego i indywidualnego charakteru. Tworzywem takim są podstawowe składniki akordów, gamy oraz rozłożone akordy oparte na powszechnie stosowanych schematach harmonicznych. Myśli muzyczne z nich zbudowane nie podlegają ochronie.
Autorka pisze także o występujących często "analogiach w przebiegu akompaniamentu piosenki", przywołując skecz grupy Axis of Awesome „Four Chords", gdzie do akompaniamentu składającego się wyłącznie z czterech prostych akordów, wykonawcy śpiewają kilkadziesiąt znanych utworów. Takie analogie plagiatem oczywiście również nie są.

środa, 24 października 2012

Jak zgłosić nielegalne oprogramowanie w firmie?

BSA (Business Software Alliance) celebrując niemal ćwierćwiecze swojego istnienia, wystartowało w Polsce z szeroko zakrojoną kampanią w mediach nt. walki z piractwem komputerowym. W radiu, telewizji i internecie pojawiły się spoty, w których prezesi firm dzwonią przestraszeni do swoich prawników, żeby usłyszeć od nich: "A nie mówiłem?" Bardzo profesjonalne podejście, swoją drogą. Chciałbym mieć takiego prawnika.

Jest też klip przeznaczony dla pracowników, którzy nie dostają podwyżki. Rozwiązanie (a przynajmniej satysfakcję) daje donos na pracodawcę.

Jak donieść na pracodawcę? BSA daje odpowiedź! Wejdź na stronę BSA napisz maila (nawet anonimowego)... i już.

Materiały reklamowe BSA przypominają kampanię społeczną. Ale nie jest to kampania klasyczna ("Bo zupa była za słona"), tylko nowoczesna, jak STOP pneumokokom - czyli producent (w przypadku pneumokoków i wielu programów komputerowych - monopolista) znajduje rozwiązanie problemów społecznych w swoim produkcie.

Przy okazji, BSA w filmiku obrazującym nową strategię "stowarzyszenia", zauważa też najprostsze rozwiązanie piractwa komputerowego, czyli rozwój technologii cloud computing (nie dzieląc się swoimi wnioskami, niestety). Nie przypadkiem członkiem BSA jest Microsoft, a nie Google. Bo nikt nie spiratuje Google Docs. Ponieważ cloud computing jest coraz bardziej powszechne i wygodne w użyciu, można się spodziewać że będzie zyskiwać coraz więcej użytkowników. Legalnych użytkowników.

wtorek, 23 października 2012

Można zarobić na lekach sierocych

Co prawda zarobić będą mogły koncerny farmaceutyczne, ale tym razem może to być powód do radości także dla pozostałej części ludzkości.

Leki sieroce (leki osierocone; orphan drugs) to medykamenty leczące choroby na tyle rzadkie, że nie jest opłacalna produkcja takich leków, a tym bardziej - badania zmierzające do ich powstania. Szacuje się, że problem dotyczy ok. 7000 chorób, a ich liczba wzrasta o ok. 250 rocznie. Każda z chorób dotyczy stosunkowo małej liczby osób - do 200.000, co w skali globalnej stanowi nikły procent. W sumie jednak, problemy związane z leczeniem rzadkich chorób dotyczą dziesiątków milionów ludzi w samej Ameryce Północnej.

Ponieważ tzw. "pharma" nie definiuje się, jako non-profit organizations, nie wyrażała też nigdy większej woli w prowadzeniu badań w kierunku opracowywania takich leków. Dlatego raport z badań Thomson Reuters - bo on jest przyczynkiem do tego artykułu - daje powody do radości. Skoro nakłady mogą się zwrócić, być może znajdzie się więcej chętnych na wykładanie pieniędzy na badania. Co prawda, w raporcie znajduje się zastrzeżenie, że zwrot z inwestycji jest dostrzegalny, jeśli weźmie się pod uwagę cały cykl życia leku na rynku, a kadencje poszczególnych zarządów są zdecydowanie krótsze, ale bądźmy optymistami.

Zwracam szczególną uwagę na to, jak bardzo opłacalnym biznesem w ostatniej dekadzie była farmacja - i jak bardzo powiększyła się przepaść pomiędzy orphan drugs a non-orphan drugs.

Swoją drogą, leki sieroce doczekały się na świecie kilku aktów prawnych, które regulują ich status w sposób specjalny. Stany Zjednoczone Orphan Drug Act wydały już w 1983, w 1991 Singapur, 1993 Japonia, 1997 Australia, a w 2000 - my - czyli Unia Europejska.

Zgodnie z Rozporządzeniem Komisji Europejskiej nr 847/2000 z dnia 27 kwietnia 2000 r. ustanawiającym przepisy w celu spełnienia kryteriów oznaczania produktów leczniczych jako sierocych produktów leczniczych oraz definicje pojęć „podobnego produktu leczniczego” i „wyższości klinicznej”, lekiem sierocym, jest:

produkt leczniczy, [który] jest przeznaczony do diagnozowania, zapobiegania stanu chorobowego zagrażającego życiu lub powodującego chroniczny ubytek zdrowia, [który] występuje u nie więcej niż pięciu na 10 000 osób we Wspólnocie
a
bez zachęt mało prawdopodobne jest, że sprzedaż danego produktu leczniczego we Wspólnocie nie zapewni prawdopodobnie wystarczających dochodów.
Dla zainteresowanych - kilka źródeł, w kolejności zaawansowania odbiorcy w temacie:

http://www.polityka.pl/nauka/zdrowie/1509836,1,nietypowe-schorzenia---nietypowe-terapie.read
http://www.aptekarzpolski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=298&Itemid=108
http://www.drugdiscoverytoday.com/download/900

niedziela, 21 października 2012

Jezus z Borji źródłem tantiem?

Hit memów 2012, czyli odreastaurowany Jezus z Borji, przyczynił się do powstania ciekawego pytania z zakresu prawa autorskiego.
Fot. Facebook.com/ElCristodeBorja
Tysiące turystów chciały zobaczyć "odnowione" malowidło. W internecie pojawiły się niezliczone fotografie obcokrajowców pozujących z freskiem. Chcąc jednocześnie uniknąć "zadeptania" kościoła i skapitalizować nagłą popularność fresku, zarządcy świątyni ustanowili opłatę za wstęp. Dzięki temu, w cztery pierwsze dni zarobiono dwa tysiące euro. Pobieranie opłat oburzyło jednak 80-letnią autorkę "renowacji", która postanowiła, że wobec tego chce udziału w zyskach. Jak pisze "El Correo", wynajęła już nawet prawnika, który ma reprezentować ją w rozmowach z fundacją zarządzającą sanktuarium.
http://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/zniszczony-fresk-z-jezusem-przynosi-krociowe-zyski-autorka-chce-tantiem,277997.html

Tymczasem, zgodnie z polską ustawą (i nie tylko)
Przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia.
Źle odrestaurowany portet Jezusa nie spełnia oczywiście podstawowej przesłanki, tzn. nie ma charakteru twórczego. Obawiam się zatem, że "autorka" tego dzieła żadnych tantiem z tego tytułu nie uzyska. Wątpliwe jest też uzyskanie jakichkolwiek korzyści z innego tytułu, choć niezbadane są wyroki prawa hiszpańskiego. Przynajmniej przeze mnie.

wtorek, 10 stycznia 2012

Komitet do spraw Cyfryzacji

Został utworzony Komitet Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji - organ pomocniczy Rady Ministrów i Prezesa Rady Ministrów. Do zadań Komitetu należy inicjowanie i opiniowanie projektów dokumentów rządowych w zakresie związanym z m.in.: informatyzacją administracji, rozwojem społeczeństwa informacyjnego, wdrażaniem rozwiązań zw. z polityką audiowizualną. W pracach gremium będą mogły uczestniczyć także osoby zaproszone przez przewodniczącego - m.in. Komendant Główny Policji, Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Dyrektor Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia, Prezes Rządowego Centrum Legislacji. Komitet zastąpił Komitet Rady Ministrów do Spraw Informatyzacji i Łączności.